USA oczami ł.

Tak, ludzie są grubi, żrą fast foody i nawet na drugą stronę ulicy jeżdżą samochodami. Tak, Kalifornia jest słoneczna, a Seattle deszczowe.

Stereotypy na temat Stanów potwierdzały się na każdym kroku. Trochę było też zaskoczeń. I na pewno nie można wpakować całego zachodniego wybrzeża do jednego wora. Jeśli chodzi o ludzi, dużo lepsza była północ. Kalifornia to już raczej przypudrowane blondyny i przypakowani kolesie w wypasionych furach. To tak znowu stereotypowo, ale coś w tym jest.

Autostop, który na Alasce był fantastyczny i super łatwy, w Kalifornii okazał się słabym pomysłem. Plecakowicze na poboczu jakoś słabo pasowali do tych jaguarów i innych porsche. Na szczęście są wyjątki potwierdzające regułę i świetnych ludzi też spotkaliśmy.

Początkowo byliśmy w miastach, bo między nimi transport zdecydowanie łatwiejszy. Seattle może trochę rozczarowujące, choć z ciekawą historią zasypaną pod ziemią i z fajnym widokiem z najwyższego budynku na zachodnim wybrzeżu i z promu. Portland absolutnie fantastyczne. Może dlatego, że się tego nie spodziewałem. Co prawda słyszałem o serialu ‘Portlandia’ i o tym, że stało się ostatnio trendy miastem. Ale słyszeć, a zobaczyć to co innego. I ten boom na Portland ma chyba swoje uzasadnienie: świetny klimat, fajne knajpy, ogólny luz, dużo mostów, największy miejski teren leśny w Stanach. Dobre miejsce do życia.

Potem był samochód więc udało się zahaczyć o trudniej dostępne miejsca: aleja wielkich drzew, jezioro Tahoe, czy małe miejscowości z klimatycznymi motelami. Z punktu widzenia kierowcy Stany są dość łatwe w obsłudze: siadasz i jedziesz. Nawet biegów nie trzeba zmieniać, bo prawie wszystkie auta mają automatyczną skrzynię. Znaki są też jakby dla mniej sprawnych umysłowo: wszystko pięć razy powtórzone; mimo kilku strzałek na jezdni i na znakach jeszcze trzeba dorzucić duży napis: ‘z prawego pasa trzeba skręcić w prawo’. Skoro im to potrzebne to trudno, ale już nie będę mówił, że w Polsce jest dużo zbędnych znaków. Tutaj na szczęście nie ma zaśmieconych poboczy wielkimi reklamami. Ład, skład i porządek… no może z małymi wyjątkami.

Było Santa Cruz – bardzo przyjemny kurorcik. Było też miasto, w którym zacumowaliśmy na noc przez przypadek. Nie udało się dojechać stopem do Santa Barbary, była więc Santa Maria. Miasto, w którym całe życie toczy się w samochodach, to tam powstało pierwsze kino samochodowe. Na chodnikach spotkanie człowieka jest prawie niemożliwe (no może ze czterech spotkaliśmy, w tym dwóch to bezdomni), za to są po cztery pasy ruchu, cały czas szczelnie wypełnione. A centrum…. to centrum handlowe. Żeby człowiek się zorientował, że to najważniejszy punkt miasta zrobiono nawet wielki napis: Centrum Santa Marii. Taka Ameryka w pigułce? Mam nadzieję, że nie.

San Francisco się zachwycam i zachwycał będę. Tak, to jest numer jeden na liście miast (czytaj więcej).

Los Angeles z niedosytem, że za krótko. Choć w ten jeden dzień, który tam mieliśmy zmęczyło. Zmęczyło odległościami i korkami. Tam to dopiero wszyscy jeżdżą samochodami i życie toczy się albo w pracy, albo w aucie.

Za to San Diego dużo przyjaźniejsze. Może to nieco z powodu tego, że przyjechaliśmy w Halloween i było bardzo kolorowo. Ale następnego dnia też robiło dobre wrażenie: i plaże i centrum i ludzie.

Jedzenie to na szczęście nie tylko hamburgery i frytki. Choć te bywają tu też całkiem całkiem. W miastach wszystko organiczne, wegańskie, lokalne i zdrowe. Japońskie, chińskie, włoskie, francuskie, meksykańskie, hiszpańskie, polskie… jest w czym wybierać. Gdyby kuchnia ograniczyła się tu do amerykańskiej byłoby bardzo źle.

Bardzo łatwo można zdobyć trawkę. W Kalifornii jednego dnia proponowano nam trzy razy, mimo że jest tam legalna tylko z powodów medycznych. Raz nawet kierowca, z którym jechaliśmy, sobie popalał. Chorowity widocznie. Trudniej o alkohol, albo o wejście do baru, gdy nie ma się ze sobą dokumentu potwierdzającego wiek, nawet jeśli wygląda się na 50 lat. Albo jeśli jest się z poza Stanów i nie ma się paszportu. To zdarzyło mi się pierwszy raz – nie zostałem wpuszczony do knajpy, mimo że miałem dowód i prawo jazdy. Nie! Musi być paszport. Phi.

Oczywiście szkoda, że nie udało się w parę miejsc pojechać, bo parków narodowych tu sporo. No, ale jakbyśmy zaczęli sunąć na wschód to moglibyśmy długo nie skończyć.
Ogólnie zachodnie Stany na plus. Jakoś bardzo nie zachwyciły, ale w kilka miejsc chętnie bym wrócił.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s