USA oczami k.

Spędziliśmy w Stanach miesiąc: Alaska, Waszyngton, Oregon, Nevada, Kalifornia. Nie da się tego wrzucić do jednego worka i streścić, ale można powiedzieć, że kultura USA nie odbiega jakoś drastycznie od tego, co zna się z Europy, ludzie ubierają się podobnie, jeżdżą samochodami po prawej stronie ulicy, jedzenie też nie szokuje. To, co dało mi do myślenia, szczególnie w zderzeniu z tym, co wiedziałam USA przed przyjazdem, notowałam po drodze. Większość z tych rzeczy to pozytywne refleksje na temat tego ułamka ogromnego kraju, który obserwowałam przez kilka tygodni.

Ludzie. W miastach, które odwiedzaliśmy, nie widać plagi otyłości. Wielu ludzi uprawia sporty, biegaczy i rowerzystów jest bardzo wielu. Ludzie mają przepiękne zęby i szerokie uśmiechy. Ludzie są tolerancyjni, pomocni, uśmiechnięci, często bardzo otwarci i kontaktowi. Im bardziej na północ – tym bardziej życzliwi. Mowa tu o nieznajomych i przypadkowo spotkanych osobach, a nie naszych couchsurfingowych gospodarzach, którzy zawsze – bez względu na lokalizację – byli fantastyczni, dbali o nas i zawsze mieli genialne poczucie humoru.

Miasta. Najczęściej zorganizowane w bloki, z ponumerowanymi ulicami. Niesamowicie ułatwia poruszanie się i znajdowanie adresów. Numeracja domów odpowiada numeracji danego bloku. Bajka dla osób o przeciętnej orientacji w terenie.

Przestrzeń publiczna. Często zagospodarowana w artystyczny sposób – ciekawe ławki, latarnie uliczne, oryginalnie pomalowane śmietniki, często z życiowymi mądrościami. I cała masa street artu w bardzo dobrym wydaniu.

Nazwy ulic. Szczególnie na Alasce, ale poniżej również, często brzmią bardzo romantycznie: Harmony Road, Answer Creek, Lucky Shot Drive, Strawberry Street, Windsong Line i inne.

Parki. USA jest pełen parków, w miastach praktycznie każdy kawałek zieleni ma w nazwie ‘park’.

Autostrady. Bezpłatne, bardzo szerokie (nawet 7-8 pasów). Istnieje program „Adopt a highway”, gdzie prywatne osoby lub firmy i instytucje mogą przygarnąć fragment autostrady i dbać o niego (sprzątać) w zamian za to, przed adoptowanym odcinkiem trasy stoi tabliczka z nazwiskiem lub logo firmy.

Znaki drogowe. Jest ich dużo i często są bardzo „uprzejme” – nie brak na nich zwrotów „proszę” i „dziękuję”, np. Please drive safely (prosimy, jedź bezpiecznie), Thank you for not littering (dziękujemy za nieśmiecenie).

Roboty drogowe. Po pierwsze często poprzedzone są tablicą informacyjną „Your tax dollars at work” (Dolary z Twoich podatków w pracy). Po drugie, ruch wahadłowy zawsze regulowany jest przez ludzi i do tego z samochodem-pilotem z napisem „follow me” (jedź za mną), aby było bezpieczniej.

Autobusy. W niektórych miejscach zarezerwowane są dla najbiedniejszych. Ludzie dziwili się, że korzystamy z komunikacji publicznej zamiast wynająć auto.

Toalety. Jest ich dużo, są czyste. I bezpłatne.

Wifi. Niemal wszędzie. Z jednej strony to gigantyczne ułatwienie, z drugiej widać, że wpływa to na komunikację. W kawiarniach ludzie cząsto zamiast rozmawiać, siedzą z laptopami i komórkami.

Jedzenie. Przeważa fast-food w najgorszym wydaniu. Mało owoców i warzyw. To, co z pozoru zdrowe (np. płatki śniadaniowe) zasypuje się cukrem lub zalewa syropem klonowym. Większość jedzenia ocieka tłuszczem. Do tego porcje są nieprzeciętnie wielkie. Posiłek w wersji „large” to danie dla czteroosobowej rodziny, ale przeciętny Amerykanin sobie poradzi. Miałam taką myśl, że może ludzie pochłaniają tyle, bo idzie wojna albo inny kataklizm i ten posiłek może być ich ostatnim. My zamawialiśmy najczęściej albo porcje dziecięce albo w rozmiarze „mini/small”, albo po prostu dzieliliśmy się jedną „normalną” porcją.

Kawa. Prawdziwa, dobra – jedynie w Portland. Klasyczna amerykańska kawa to zabarwiona na brązowo ciepła woda o bliżej nieokreślonym smaku, podobno zdatna do picia.

Ubrania. Mniej więcej jak w Europie, przy czym na Alasce widzieliśmy ludzi w szortach i japonkach, a w Kaliforni – w kozakach i kurtkach. Odczucie temperatury jest bardzo subiektywne.

Bezdomni. Jest ich bardzo dużo i wielu z nich jest bardzo młodych.

Kościoły. Jest ich pełno i wygląda jakby prześcigały się w atrakcyjności oferty, np. zachęcają placami zabaw lub innymi atrakcjami. Nierzadko spotyka się też slogany reklamowe, np. „If you like Oprah, you will like us.”

Czy chciałabym wrócić? Oczywiście, że tak. Najpierw na Alaskę. A potem w innej miejsca też (może poza LA). Wiele przegapiliśmy (nieodżałowana zorza polarna, fluorescencyjny plankton, park Yosemite i inne). Chciałabym wrócić bardzo. Szybko. I na dłużej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s