lot

Czyli, że to już – Część II

3. Kwietnia, 1:40 w nocy

Nasz samolot z Santiago de Chile do Panama City startuje o czasie. W Guayaquil w Ekwadorze lądujemy awaryjnie, jeden z pasażerów bardzo źle się czuje, potrzebna natychmiastowa pomoc medyczna. Do Panamy docieramy z opóźnieniem, ale niewielkim, więc bez problemu wsiadamy do kolejnego samolotu. Tym razem już bez przygód, z Panama City do Frankfurtu z planowanym międzylądowaniem w Santo Domingo.

4. Kwietnia 5:50 nad ranem, czyli od pierwszego startu minęła prawie doba (jeśli wziąć pod uwagę zmiany stref czasowych

Docieramy do Frankfurtu zgodnie z planem. Równie planowo o 7:30 ruszamy w stronę Warszawy, gdzie wysiadamy punktualnie o 9:15. Dotarliśmy, w przeciwieństwie do naszego bagażu… Obydwa duże plecaki zaginęły w akcji. Składamy reklamację i kierujemy się do wyjścia, a tam – niespodzianka! 🙂

Welcome home   łelkom hołm
Wrocili 1 Wrócili 2

Czyli, że to już… A dopiero co było tak… [Czyli, że to już – Część I]

Jesteśmy w domu.

PS. Plecak k. znajduje się szybko i równie szybko trafia kurierem… na adres ł. (okazuje się, że w Chile odwrotnie przykleili nam metki bagażowe). Obstawiamy zatem, że plecak ł. jest w drodze do domu k.