El Chalten

El Calafate

24.-25. Marca

We wtorek rano po śniadaniu bierzemy plecaki i wychodzimy na drogę wyjazdową z El Chalten. Nie jesteśmy pierwsi. Ustawiamy się jako trzeci w kolejce. Dzień jest piękny.

El Chanten 17
Nie czekamy długo. W przerwach kiedy nic nie jedzie k. gra na ukulele i chyba przez to (z ciekawości) zatrzymuje się samochód, który minął dwie poprzednie grupy autostopowiczów. Jedziemy razem jakieś 190 km, do skrzyżowania przed El Calafate.

El Chanten 15 El Chanten 13
El Chanten 12
Wysiadamy i niemal od razu łapiemy kolejny samochód. Ostatnie 30 km do miasta jedziemy na pace.

El Chanten 16 El Chanten 14
Kwadrans później wysiadamy w centrum miasta.

Wchodzimy do pierwszego hospedaje. Cena pokoju wypisana na plakacie: 120 peso przekreślone i zmienione na 100 peso (!) Pokoje wprawdzie wielkości windy, mieści się tylko łóżko piętrowe, ale mamy do dyspozycji kuchnię, wifi i łazienkę z gorącą wodą. Zostawiamy plecaki i idziemy w miasto, które jest wyjątkowo nieciekawe.

Calafate 2 Calafate
Wieczór spędzamy nadrabianiem zaległości internetowych.

Nasz plan na środę to Perito Moreno, jeden z niewielu lodowców na świecie, który cały czas się powiększa. Lodowiec znajduje się 80km za El Calafate, więc maszerujemy trochę za centrum miasta, żeby łapać okazję. Mija nas białe renault i po chwili wraca (!) To rodzinka ze Szwajcarii: Veronique i Nicolas z córką Emmanuelle jadą właśnie zobaczyć lodowiec. Pakujemy się z nimi do auta i w drogę.

PM 1
Tuż przy lodowcu zbudowano 4-kilometrowy szlak z metalowych krat. Chodzi się wygodnie i bezpiecznie. Sezon turystyczny powoli się kończy, jest sporo Argentyńczyków z termosami i mate, ale zagranicznych turystów nie ma zbyt wielu.

PM 2 PM 3
Perito Moreno, lodowiec, który ma 2 miliony lat, znajduje się przy jeziorze Argentino. Ma 5 km szerokości, 30 km długości i powierzchnię: 250 km kwadratowych, czyli jest dokładnie 10 razy większy od Siemianowic!
PM 6 PM 10
Ściany Perito Moreno wystają nad powierzchnię jeziora na wysokość 50 – 55 metrów.

PM 5 PM 9
Trudno to sobie wyobrazić nie mając punktu odniesienia, ale… na poniższym zdjęciu po prawej stronie widać jacht.

PM 4

Bloki lodu co jakiś czas kruszą się i wpadają do jeziora, ale efekty dźwiękowe są nieadekwatne do wizualnych. Nawet niewielkie lodowe kawałki robią masę hałasu.
PM 8 PM 7

Robi wrażenie Perito Moreno.

Po kilku godzinach spotykamy się na parkingu z rodziną Nicolasa i wracamy razem do El Calafate. Gotujemy sobie pyszną obiado-kolację i idziemy spać raczej wcześnie. Jutro chcemy spróbować autostopem dotrzeć do Ushuai, czyli ostatniego punktu naszej podróży.

El Chalten

23. Marca

Budzimy się w El Chalten, miasteczku, które jest młodsze od nas. Założone w 1985 roku jako dodatkowa ochrona granicy z Chile, dziś jest narodową stolicą trekkingu.

El Chalten 12 Dzień zaczynamy od przenosin do innego (czyt. tańszego) hostelu. Tutaj też net nie działa, jak wszędzie w El Chalten. Najbliższe miasto jest prawie 220 km stąd, więc Internet jest tylko satelitarny, a to oznacza, że jest powolny (o facebooku można zapomnieć) i bardzo często nie działa w ogóle.
Po śniadaniu i kawie ruszamy na szlak. Jest przepiękny dzień, słońce, błękitne niebo, można spokojnie maszerować w samym t-shircie. Do tego widoki zapierające dech w piersiach, złota argentyńska jesień.

El  Chanten 2 El  Chanten
Wybieramy najdłuższy szlak: 10 km i 4 h w jedną stronę. Mamy dobrą mapę, a ścieżka jest świetnie oznaczona.
El Chalten 4 El Chalten 5
El Chanten 3
El Chalten 6 El Chalten 7
Naszym celem jest Laguna de los Tres u stóp Mount Fitz Roy. Ostatni kilometr jest najtrudniejszy. Idzie się godzinę, strome podejście.

El Chalten 8 Ale warto tak się męczyć dla takiego widoku:

El Chalten 9

El Chalten 10

Przy lagunie spotykamy Johna, przedsiębiorcę z Atlanty, z którym wracamy do El Chalten. John od kilku miesięcy jeździ po Ameryce Południowej ze swoim 19-letnim synem, więc maszerując wymieniamy się wrażeniami i wskazówkami.
El Chalten 11 El Chanten 4
Po drodze do hostelu wstępujemy na kolację do restauracji, nie mamy siły gotować. A po powrocie do naszego pokoju okazuje się, że w tym samym dormie śpią Brytyjczycy, z którymi jechaliśmy autobusem z Ekwadoru do Peru (!) Świat jest mały 🙂 Idziemy wcześnie spać, bo rano czeka nas kolejny odcinek autostopowych opowieści.