Buenas noches Buenos Aires

11. – 15. Marca

W środę późnym popołudniem docieramy na dworzec Retiro w Buenos Aires, mieście, które nie zasypia. Stamtąd metrem (linia C, a potem linia A) jedziemy do domu naszych couchsurfingowych gospodarzy – Lucasa i Alejandra.

BA subte 2 BA subte
Po drodze natykamy się na blokadę ulicy – to mieszkańcy protestują przeciwko regularnym przerwom w dostawie prądu.

BA protest 2 BA protest
Zostawiamy plecaki i razem z Lucasem idziemy na długi spacer ulicami miasta. Napotykamy innych protestujących i w duchu cieszymy się, że w “naszej” okolicy jest prąd.
BA protest 3 BA protest 4
Idziemy aż do dzielnicy Recoleta, która nocą wygląda przepięknie. Wracamy po ciemku i po 9 kilometrach, kupując po drodze najlepsze na świecie empanady.

W czwartek, piątek i sobotę jesteśmy zajęci zwiedzaniem miasta. A jest co zwiedzać…

BA BA kawa BA kowalski BA street 3
BA pion 3 BA pion 5 BA pion BA tango   BA ulica

Plaza de Mayo i Casa Rosada – pałac prezydencki, z balkonu którego przemawiała do ludzi Evita. W czwartek akurat miała przemawiać pani prezydent, więc była masa ludzi. A w sobotę załapaliśmy się na darmowe zwiedzanie wnętrza.

BA bank BA palac prezydenckiBA parlament 2 BA parlament BA plaza grande BA pion 4

El Obelisco.

BA obelisk
San Telmo.

BA street 2 BA Rey Castro
La Boca ze stadionem i kolorowymi domkami, niektóre w barwach Boca Juniors.

BA Boca stadion BA Boca 2 BA Boca 3 BA boca 4 BA Boca Diego BA Boca
Cmentarz Recoleta, gdzie leży masę znanych ludzi, z których znamy tylko Evitę Peron. BA cmentarz wejscie BA cmentarz
BA familia duarte  BA cmentarz evita
BA cmentarz pion 2 BA cmentarz pion 3 BA cmentarz pion

Kongres. Przypadkiem załapujemy się na darmowe wejście z przewodnikiem.BA congresso BA sejm
Avenida de Mayo. W sobotę świętowano tu Dzień Brazylii. I przy okazji była masa stoisk społeczności międzynarodowej – był też namiot polski – z bigosem.
BA targ BA dia de brasilia

Miniatura wodospadów Iguazu.

BA Iguazu
Gmach Ministerstwa Obrony.

BA ministerio de defensa
Puerto Madero z portem, wieżowcami i mostem kobiet (że niby wygląda jak szpilka).BA madero 2 BA madero 3 BA madero BA torre ibm

Palermo.
BA park 2 BA street 4
Parque Centenario. Takie mini-Łazienki.

BA park lago BA park
Masa Street Artu!

BA pion 2  BA street art 2 BA street art

Parę wspomnień, żeby nam nie uciekło:

W czwartek razem z Lucasem idziemy na słynną wystawę zdjęć La Bestia – o pociągu, który jedzie przez Amerykę Środkową i Meksyk do Stanów. Mnóstwo ludzi próbuje szczęścia, żeby dostać się do USA. Wielu traci życie w trakcie podróży. Potem Lucas zabiera nas do siebie do pracy na uniwersytecie! A potem spędzamy wieczór w domu, zajadając empanady i oglądając wzruszający film z jego ślubu.

W piątek po południu Ale wraca z delegacji. Z tej okazji k. i ł. gotują kolację. I wysiada prąd! Przy świecach kończymy risotto, a potem z czołówkami idziemy na dach ośmiopiętrowego budynku, w którym mieszkamy i tam delektujemy się posiłkiem. Potem jedziemy na najpyszniejsze lody, a potem k. wraca spać i przypadkiem odkrywa, że prąd powrócił, a chłopacy balują na mieście do 4 rano. I podobno nawet wtedy na ulicach tworzą się korki.

W sobotę dołącza do nas 21-letni Tommy, zwany także El Chino, kolejny gość z couchsurfingu. Jedziemy razem na kolację, a potem na nocną przejażdżkę samochodem po Buenos. Miasto tętni życiem. I my też.

11006141_10206208031979288_1586098791_n 11041465_10206208032539302_1675704866_n
W niedzielę rano zaliczamy ostatni spacer po mieście. Wczesnym popołudniem idziemy na obiad do Pizzerii Kentucky, a później Ale i Lu odwożą nas na dworzec Retiro.
Lu Lukasz i Ale   Kentucky PizzaBA z chłopakami na pizzy
Żegnamy się i wsiadamy do autobusu do Neuquen, dokąd dotrzemy za jakieś 16 godzin.

Cordoba i Rosario

08.-10. Marca

Dojeżdżamy do Cordoby w niedzielę po południu. Żar się leje z nieba, a my maszerujemy do hostelu. Ulice i place są zupełnie puste (choć to może kwestia upału?) Jedynie w parku przy hostelu trwa ogromny targ staroci. Gotujemy sobie makaron z pomidorami i obijamy się.

W poniedziałek Cordoba tętni życiem. Znajdujemy masę deptaków, zacienionych zaułków. Podobają nam się ulice, ludzie, sklepy. Do południa włóczymy się po ulicach.

Cordoba plaza central Cordoba Cordoba deptak 2 Cordoba Mercado Municipal Cordoba 2 cordoba deptak cordoba radio Cordoba xx
Zaglądamy też na dworzec kolejowy. Pociągi w Argentynie są o wiele tańsze niż autobusy (chociaż Argentyńczycy narzekają na to, że koleje niesolidne bardzo). Okazuje się jednak, że bilety można kupić dopiero na … kwiecień, więc jednak nie skorzystamy 🙂

Cordoba dworzec  Cordoba 3

W poniedziałek po południu jedziemy do Rosario. Przed północą poznajemy Pablo – naszego couchsurfingowego gospodarza, który mieszka bardzo blisko centrum miasta. Dostajemy pyszną wegetariańską kolację i rozmawiamy do 1-wszej. W końcu kładziemy się spać. Jest gorąco, k. zasypia na materacu na balkonie 🙂

We wtorek Pablo spędza z nami prawie cały dzień. Spacerujemy po mieście razem z jego psem – Pancho.

Rosario 1 Rosario 2 Rosario 3 Rosario 4 Rosario ulica  Rosario Monument Rosario l i p
Rosario budynek
Rosario budynek 2
Rosario bulward
 Rosario bulward 2Rosario schody Rosario rzeka
Kupujemy jedzenie na wagę w chińskim bistro i robimy sobie piknik nad rzeką.Rosario piknik 1 Rosario piknik 3Rosario piknik 2 Rosario deptakRosario rzeka 2 Rosario tęcza

Wieczorem wychodzimy na piwo z przyjaciółmi Pabla. I nagle, na kilkanaście minut, prawie w całym mieście wysiada prąd! W takie upały, kiedy klimatyzatory działają non-stop, to podobno lubi się zdarzać. Wieczór kończymy w domu słuchając polskiego i argentyńskiego rocka.

***

W środę rano żegnamy się z Pablo i Pancho – czas na Buenos Aires!

Rosario w trojke

Jujuy

06. – 07. Marca

W piątkowy poranek pakujemy plecaki i idziemy na targ na ostatnie boliwijskie śniadanie. Api, gorący napój z czerwonej i żółtej kukurydzy i ciastko z serem.

Api i ciacho Api
Potem autobusem do Villazon i tam już na piechotę do granicy. A tam – nieziemskie kolejki.
kolejka do granicy 2 horas despues

Rozdzielamy się. ł. staje w kolejce wyjazdowej z Boliwii, k. w kolejce wjazdowej do Argentyny. Blisko trzy godziny w pełnym słońcu. I trzech nowych kolejkowych znajomych – Will z USA oraz Aiden i James z Irlandii.
Ostatecznie dostajemy wszystkie pieczątki. Jesteśmy w Argentynie! Nasz cel – Ushuaia – wydaje się na wyciągnięcie ręki 🙂

Ushuaia 5121Taksówką dostajemy się na dworzec autobusowy i razem z Aidenem i Jamesem oraz ich gitarą – Sabriną – jedziemy do Jujuy (czyt. Huhui).

pierwszy autobus w Arg James i AidenArgentyńskie góry 2 argentyńskie gory
Po kilku godzinach i jednej dość szczegółowej kontroli, docieramy na miejsce. Jest już ciemno. Znajdujemy w czwórkę hostel, idziemy coś zjeść i spać.

W sobotę przed południem Aiden i James ruszają do Salty, a my zwiedzamy Jujuy.

Jujuy 1 Jujuy 2
flagajujuy 2 flagajujuy ← muzeum flagi Club Social Casa Social
Club Social 2 Club Social 3 Juyjy jakis dom Galeria Jujuy Jujuy 3 Jujuy 4 Vamos ArgentinaJujuy 5 Jujuy rzeka
Decydujemy o zmianie trasy. Mamy coraz mniej czasu i nadal długą drogę przed sobą. Paragwaj innym razem…

Wieczorem wsiadamy w nocny autobus do Cordoby.

Tupiza

05. Marca

Zgodnie z zaleceniem pana biletowego, o 2giej w nocy stawiamy się z plecakami na dworcu w Uyuni, gdzie spotykamy Gerrita (jego siostra Jana odłączyła się od wycieczki i pojechała do Limy). Wg rozkładu pociąg ma ruszyć o 2:50. Wg informacji z kasy – o 2:15. Wg tego, co mamy wydrukowane na bilecie – o 2:35. Ostatecznie pociąg rusza parę minut po trzeciej. W Tupizie powinniśmy być ok. 8:30 rano. Mamy elegancki wagon z tv, rozkładamy siedzenia i śpimy.

pociąg do Tupizy
Nad ranem, kiedy jest już jasno, pociąg zatrzymuje się w centrum niczego i stoi. Okazuje się, że zepsuła się lokomotywa i czekamy na nową, która przyjedzie za jakieś 2,5h.

utknięci utknięci 2

Razem z Gerritem idziemy do Warsa na śniadanie i czekamy.

Wars 2 Wars 1
W końcu pociąg rusza, jedziemy wzdłuż wyschniętych rzek, w wąwozach, z widokami takimi jak te poniżej.
za oknem pociągu 2 za oknem pociągu 3za oknem pociągu 4 za oknem pociągu

Docieramy do Tupizy z pięciogodzinnym opóźnieniem.

dworzec w tupizie 2 dworzec w tupizie

Próbujemy reklamować bilet, ale… bezskutecznie. Pan w kasie jest zdziwiony naszą wizytą. Na bilecie napisano: Uyuni-Tupiza. Dojechaliśmy do Tupizy, usługa wykonana. Co z tego, że nie do końca zgodnie z rozkładem.

Znajdujemy tani hostel (wi-fi tylko na naklejce na drzwiach).

Toaleta z prysznicem – dość ciekawe rozwiązanie: lazienka z prysznicem

Idziemy na spacer. Miasteczko maleńkie, ale urokliwe i pięknie położone w dolinie czerwonych wzgórz.

Tupiza 2 tupiza
tupiza pomnik fletu ← Pomnik fujary 🙂

Wchodzimy na punkt widokowy, robimy kilka zdjęć, potem idziemy na lody, a jeszcze potem na pizzę z nadzieją na skorzystanie z internetu, ale i w restauracji internet nie hula.

czerwone skały tupizy Tupiza Mirador 2 Tupiza Mirador

Gerrit kupuje bilet na nocny pociąg powrotny, a my bardzo wcześnie kładziemy się spać. To nasza ostatnia noc w Boliwii. Już jutro będziemy w Argentynie.

Uyuni

3. – 4. Marca

We wtorek rano ruszamy autobusem z La Paz do Oruro. Powinniśmy dotrzeć tam w 3 godziny w sam raz, żeby zdążyć na pociąg do Uyuni o 15:30. Razem z nami jadą też Gerrit i Jana, rodzeństwo z Frankfurtu. Też mają bilety na pociąg. Jedziemy dość wolno, ale kierowca zapewnia, że damy radę.

Dojeżdżamy do policyjnej blokady drogi i pomocnik kierowcy oznajmia, że teraz zbiera po 2 boliwiany od osoby, więc uznajemy, że to pewnie na łapówkę, żebyśmy mogli jechać dalej. Ale autokar skręca w boczną drogę, a chłopak chodzi i zbiera monety. Zdezorientowana k. pyta o co chodzi. A no o to, że jedziemy objazdem. Dłuższa trasa = droższy bilet. Dzwonimy na dworzec kolejowy, ale pociąg nie będzie na nas czekał. W Oruro próbujemy reklamować bilety autobusowe – bezskutecznie.

Kupujemy więc w czwórkę bilet na nocny autobus do Uyuni. To 8 godzin drogi. Autobus rusza o 21:00. Znajdujemy taką firmę, która pozwala do 7mej rano przeczekać w autobusie. O spaniu nie ma mowy. Droga nie jest asfaltowa, trzęsie nieprzeciętnie. Cudem autobus nie rozpada się na milion małych kawałków.

Autobus do Uyuni Uyuni pociąg

O siódmej rano opuszczamy wehikuł, znajdujemy agencję i kupujemy wycieczkę na Salar. Po śniadaniu znajdujemy hostel, zostawiamy plecaki, bierzemy prysznic, kupujemy kolejny bilet na pociąg (na dziś na 2:50 w nocy!) i idziemy na spotkanie z naszym kierowcą.

Plan wycieczki:

  1. Cmentarzysko pociągów
  2. Targ z pamiątkami i muzeum soli
  3. Grobowce
  4. Salar
  5. Ojos del lago
  6. Obiad
  7. Niespodzianka

No to w drogę.

1. Cmentarzysko pociągów znajduje się jakieś 3 km od Uyuni. W latach świetności (przełom XIX i XX w) pociągi transportowały tędy minerały z Boliwii do portów przy Pacyfiku. Kiedy złoża się wyczerpały (ok. lat 40tych XXw), pociągi porzucono. Dziś jest to ogromny plac zabaw dla dorosłych. Wspinają się po nich jak po drabinkach i pozują do zdjęć.

train cemetery 1 train cemetery 2 train cemetery 3 train cemetery 4
train cemetery 6 Train cemetery l
Train cemetery 5
 train cemetery k 2 train cemetery k train cemetery l 2

2. Targowisko z pamiątkami. Klasyk. Jeepów z turystami jest co najmniej 38, a w każdym 8 potencjalnych klientów. Do tego muzeum soli z podobno największą solną lamą na świecie.

Targowisko Solna lama
3. Wreszcie ruszamy w kierunku salaru. Wśród hulających śmieci wzdłuż drogi pasą się wikunie.

Vicunie droga na salar
Robimy jeszcze postój przy grobowcach ze zmumifikowanymi szczątkami ludzkimi i szkieletem pumy.

grobowce grobowce 2
4. I salar! Największe solnisko świata (ponad 10,5 tys km2). Jedno z najbardziej płaskich miejsc na ziemi. Jest trochę sucho i trochę mokro. Pozostałość po ogromnym słonym jeziorze na Płaskowyżu Boliwijskim (ponad 3650 m npm) przytłacza otwartą przestrzenią. I ilością turystów. Zjeżdżają się tu wszystkie jeepy, wysypują się z nich turyści. No to zdjęcia.

Salar 6 Salar 8 salar praca salar pozujący turyści
Salar pion 2   Salar pion k and l on Salar
Salar k. salar 7 salar 5 Salar 11Spękana ziemia Salar 10
5. Ojos del Lago, czyli oczy jeziora, to miejsce, w które zaglądają tylko nieliczni. Bulgoczące kałuże to nic innego jak gazy puszczane przez ziemię. Osobliwe.

Ojos del Lago 2 Ojos del Lago
6. Docieramy do solnego hotelu, gdzie zjemy obiad przywieziony w termicznych pojemnikach przez naszego kierowcę. Z niedowierzaniem k. przyjmuje pytanie, czy w grupie są jacyś wegetarianie (!). Razem z inną dziewczyną dostają wegetariańskie kotleciki (zamiast kurczaka). Miłe. W okolicach hotelu widać pamiątki po Rajdzie Dakar, więc robimy zdjęcia, na pamiątkę.

Solny hotel 2 Solny hotel
Salar 12 Salar Dakar
Salar Pion 3 Salar Pion 4  Solny hotel flagi
7. Kiedy wydaje nam się, że już po wycieczce i czas wracać do Uyuni, kierowca zabiera nas do miejsca, gdzie salar pokrywa 5-cio centymetrowa warstwa wody. Lustro. Najbardziej bajkowy widok, jaki można sobie wyobrazić. Linia horyzontu zaciera się, niebo rozlewa się pod stopami.

Salar 18 Salar 13   Salar 17 Salar 15Salar 16 Salar 14 Salar

Jesteśmy zachwyceni. Możemy wracać.

Wieczór spędzamy w pizzerii z internetem, idziemy spać krótko po 20-tej. O 2-giej w nocy musimy być na dworcu, żeby złapać pociąg do Tupizy, naszego ostatniego przystanku w Boliwii.

Droga Śmierci

1. Marca

Wczesnym rankiem z hostelu Cactus odbiera nas przewodnik Salomon. Zaprowadza nas do busika, gdzie razem z drugim przewodnikiem i 10-cioma innymi śmiałkami jedziemy godzinę pod górę nad La Paz, na wysokość 4700 m npm. Tam z dachu ściągamy rowery, ubieramy profesjonalne ubrania, pozujemy do zdjęcia…

DR3 DR2
DR k DR1 DR l
Salomon daje nam wiele wskazówek, opowiada o trasie. Dostajemy przekąski i w drogę. Najpierw asfaltem, żeby wyczuć rower, przyzwyczaić się do hamulców. Ten fragment drogi jest używany przez inne pojazdy, więc wyprzedzamy kilka ciężarówek.

DR4

 

W końcu wjeżdżamy na właściwą Drogę Śmierci, bez asfaltu, wyboistą, wąską, bez barierek zabezpieczających. Jesteśmy trochę niżej, mgły coraz mniej, trochę cieplej, widoki przepiękne. Jedziemy. Jeden przewodnik na początku, drugi w środku, za nami busik z plecakami i jedzeniem. Każdy w swoim tempie. Ekscytująco!

DR l 2 DR k 2 DR6 DR17 DR7 DR9   DR13  DR busik

Dojeżdżamy do jednego ze słynnych zakrętów, w dół jakieś 200 metrów. Przewodnik mówi, że pod nami jest prawdziwe cmentarzysko. Kiedyś tą drogą jeździły samochody, autobusy i ciężarówki. Ruch w obu kierunkach..

DR corner
Przejeżdżamy przez wodospady i rzeki, jesteśmy coraz niżej.

 DR12 DR15
DR11 DR8
DR10 DR16
  DR14 Coroico 5

 

Po blisko czterech godzinach i 60-ciu kilometrach jesteśmy 3,5 tysiąca metrów niżej (start na 4700 m npm, a finisz na 1200m npm!)

Busik zabiera nas do hotelu z basenem, gdzie dostajemy obiad, możemy wziąć prysznic i odpocząć po rowerowym szaleństwie. Nasza grupa wraca do La Paz, my jedziemy do Coroico, malutkiego, malowniczo położonego miasteczka w okolicy.

Coroico 1 Coroico 2
Coroico 3 Coroico 4

Wieczorem na głównym placu jest masa ludzi, artystów, muzyków, żonglerów. Jest magicznie…

La Paz

26. Lutego – 3. Marca

W czwartek rano wyjeżdżamy z Copacabany do La Paz. Widoki znów urzekające. I do tego przygoda – przeprawa busikiem przez rzekę. Busik płynie promem, pasażerowie obok – łódką. Ot takie finezyjne rozwiązanie.

droga do La Paz Droga do La Paz 3 droga do La Paz 2 droga do La Paz 4

Po południu docieramy do La Paz, trzeciego największego miasta w Boliwii, położonego na wysokości 3650 m npm. Leje i pada grad! Kwaterujemy się w hostelu Cactus przy Targu Czarownic (tanio, bo w cenie nie ma papieru toaletowego. O wi-fi nie ma co mówić 🙂 ). Pogoda się poprawia. Idziemy na wstępny rekonesans.

LP 5 LP 21 LP 6 LP 22
LP 4 LP 3 ← Wieża z zegarem chodzącym wstecz!
LP 2 LP 1
W piątek rano podejmujemy dwie próby wejścia do więzienia San Pedro. To łukaszowe dziennikarskie marzenie – zobaczyć to nietypowe miejsce, gdzie więźniowie mieszkają z całymi rodzinami, mają do dyspozycji sklepy, bibliotekę, fryzjera, a co bogatsi mogą kupić sobie lepszą celę. Niestety nie udaje nam się, ale ł. się nie poddaje i nie przestaje myśleć, jak się tam dostać. Kupujemy za to bilety na boliwijski pociąg, którym we wtorek chcemy pojechać z Oruro do Uyuni.

Wieczorem jedziemy czerwoną linią kolejki linowej (Mi Teleferico) do El Alto, miasta położonego nad La Paz, żeby zobaczyć nocną panoramę miasta. Jedzie z nami Juan, poznany w hostelu Argentyńczyk. La Paz nocą teleferico La Paz nocą teleferico 2 La Paz nocą z Juanem La Paz nocą
W drodze powrotnej wypijamy Api, absolutnie przepyszny gorący napój z kukurydzy czerwonej i żółtej. Niebo w ustach (szczególnie, że chłodno na zewnątrz).

W sobotę rano ł. kolejny raz próbuje dostać się do więzienia (bezskutecznie), udaje mu się zahaczyć o kolorowe targowisko.

La Paz pion 2 La Paz pion 3 La Paz pion
La Paz targ 2 La Paz targ 6La Paz targ 3 La Paz targ 4 La Paz targ 5 La Paz targ
k. spędza ten czas w okolicach hostelu, buszując po Targu Czarownic.

Nasze La Paz 1 Nasze La Paz 2
Puste uliczki zapełniają się jak tylko otwierają się sklepy i sklepiki z rękodziełem, pamiątkami i indiańskimi specyfikami. I płodami lam… 
Nasze La Paz 3 Nasze La Paz 4 Nasze La Paz 5 Nasze La Paz 6
Po południu wybieramy się znów do El Alto, tym razem żółtą linią. Towarzyszy nam Juan. Sama przejażdżka robi ogromne wrażenie. A widoki są niesamowite!

La Paz 32 La Paz 31La Paz 34 La Paz 35La Paz 37 La Paz 33La Paz 36 La Paz panorama 2La Paz panorama La Paz 38 ← Wielki płaskowyż!

Decydujemy, że w dół pójdziemy na piechotę, a to dłuuuuuga droga po schodach. Okazuje się wtedy, że Juan ma dziś urodziny (!), więc zjadamy po kawałku pysznego ciasta w cukierni.

La Paz 39 La Paz 310 La Paz 311 ← Straszak na złodziei :/

W drodze do hostelu robimy zakupy na kolację. Przygotowujemy kanapki z obłędnym guacamole. I do tego boliwijskie wino, bo przecież okazja: urodziny. W hostelowej kuchni na tarasie razem z Zuzią z Polski, śpiewamy pełną wersję “Sto lat”. A potem nasi francuscy znajomi śpiewają Juanowi w swoim języku. Jest wesoło i sympatycznie, ale idziemy wcześnie spać, bo w niedzielę czeka nas wczesna pobudka.

1 marca zasługuje na osobny post, bo to dzień słynnej Drogi Śmierci.

W poniedziałek wracamy do La Paz na ostatnią noc. k. z anginą nie wychodzi z łóżka, a ł. ostatni raz próbuje szczęścia w więzieniu. Nie udaje się.

LP 24 LP 25 LP 26 LP 27LP 23 ← Zebry pomagają pieszym przejść przez ulicę (bo ruch ogromny!)

We wtorek rano k. czuje się troszeczkę lepiej, więc opuszczamy La Paz i jedziemy autobusem do Oruro, skąd pociągiem pojedziemy do Uyuni. Ale to już osobna historia.

Witamy w Boliwii

24. – 25. Lutego

Wczesnym rankiem wyjeżdżamy z Puno w stronę granicy z Boliwią. I kolejny raz jesteśmy zachwyceni widokami. Titikaka wygląda jak morze, a przy brzegu pola i łąki.

Titi - ludzie Titi - pstragi Titi - pola Titi - pola 2
Przejście graniczne należy na pewno do piękniejszych widokowo. Wzgórza, jezioro, owce.

Byebye Peru granica z Boliwią
Dostajemy pieczątki wyjazdowe z Peru i zaczynamy zabawę z formalnościami przy wjeździe do Boliwii. Kartki, karteczki, fotokopie, m.in. formularz dla obywateli UE dotyczący zdrowia (że niby się chronią przed europejską Ebolą). Oboje nie do końca zdrowi, przy wszystkich objawach (katar, kaszel, gorączka) zaznaczamy [NO]. Udaje się nie kaszleć przy okienku. Pogranicznik nawet nie patrzy, czy wypełnione, odkłada na kupkę, daje pieczątki, wzdycha i wraca do gry w szachy przy komputerze. Jesteśmy w Boliwii, najwyżej położonym kraju w Ameryce Południowej.
papierki na granicy Bienvenido a Bolivia

W niecałą godzinę docieramy do Copacabany – małego miasteczka położonego wśród wzgórz nad jeziorem Titikaka. Spacerujemy po mieście, a potem idziemy nad wodę. Jest trochę jak w Chorwacji. Tylko taniej…

Copa 7 Copa 6 Copa 5 Copa 2Copa 4 Copa 3
i stroje inne.
Copa 1Wieczór nadchodzi o godzinę szybciej (bo zmiana czasu!) i dlatego też szybko idziemy spać.

Copa 9 Copa 8
Copa 10
W środę rano zostawiamy duże plecaki w hostelu i tylko z małym bagażem ruszamy łódką na Isla del Sol, gdzie podobno narodziło się słońce. Jest piękna pogoda, chociaż chłodno i wietrznie. Wydaje się, że chmury są tak nisko, ale to my jesteśmy bardzo wysoko, bo prawie na 4000 metrów.

droga na Isla del Sol Droga na Isla del Sol 2  droga na Isla del Sol 4 Droga na Isla del Sol 3
Titikaka jest podobno jedynym miejscem na świecie, gdzie można jednocześnie cierpień na chorobę morską i wysokogórską. Po 1,5-godzinnym rejsie na Isla del Sol ł. ma dość bujania i zostaje odpocząć, a k. płynie na krótką wycieczkę na pobliską Wyspę Księżyca. Spotykamy się w porze obiadowej, znajdujemy hostel z przepięknym widokiem, zjadamy pstrąga na obiad i idziemy na spacer.

Isla del Sol Isla del Sol 3
Isla del Sol obiad 
Isla del Sol 4
Chodzenie sprawia spore trudności, jesteśmy wysoko, kiepsko się oddycha. Do tego słońce praży i spalamy sobie nosy.
Isla del Sol 7 Isla del Sol 6Isla del Sol 2 Isla del Sol 5
Isla del Sol supermarket ← Supermarket 🙂
Późne popołudnie i wieczór to czas na obijanie się, książki, karty, podziwianie widoków.

Isla del Sol czytanie Isla del Sol 8  Isla del Sol 12 Isla del Sol 11  Isla del Sol 14 Isla del Sol 9 Isla del Sol 10 Isla del Sol 13
W czwartkowy poranek nad jeziorem Titikaka unoszą się ośnieżone szczyty Boliwijskich Andów. Widać też Isla de la Luna.
Isla del Sol - widok na góry Isla de la luna
Żegnamy się z wyspą, wracamy do Copacabany odebrać plecaki i ruszyć dalej na południe – do La Paz.

Dryfujące wyspy Uros

22. Lutego pozostaje bez dokumentacji. Robimy sobie przerwę w podróży na chorowanie. Z hostelu wychodzimy tylko na obiad. Reszta to: spanie, smarkanie, seriale, lekarstwa, internet i spanie.

23. Lutego ł. nadal choruje. k. już nie ma gorączki więc w uzbrojona w zapas chusteczek wybiera się na wycieczkę na dryfujące wyspy Uros.

Lago Titikaka 2 Lago Titikaka
Na wyspy oddalone od miasta o 4km można dostać się albo ze zorganizowaną grupą albo indywidualnie. Z portu w Puno co godzinę wypływają łodzie. k. wybiera opcję niezależną. Jest jedyną nielatynoską na pokładzie.

Puno w tle 2 Puno w tle  Uro 28 Uros - łodzie Uro 27 Uro 29

Pół godziny później docieramy do jednej z 85 wysepek, gdzie czeka już nasz przewodnik. Wesoły, energiczny potomek kultury preinkaskiej z dużą ilością rekwizytów i żartów. Zaprasza do sali konferencyjnej – siedziska z trzciny na zdjęciu poniżej po lewej – i rozpoczyna wykład.

Uro 24 Uro 22

Najpierw parę słów o jeziorze Titikaka. Że najwyżej położone żeglowne jezioro świata, że wielkości prawie 8400 km2, że w najgłębszym punkcie ma 281 metrów i że na granicy z Boliwią. No i nazwa – Titikaka oznacza w języku keczua pumę polującą na królika. I tu – następuje odwrócenie mapy do góry nogami i okazuje się, że kształt jeziora to właśnie puma i królik. Trzeba tylko trochę wyobraźni.

Odwrócona mapa

Dalsza część wykładu jest o samych wysepkach. Że zbudowane z trzciny toturo i że budowa trwa rok. Że trzcinę trzeba dokładać co tydzień, bo nasiąka wodą. Że życie wyspy trwa 25-40 lat. I że z uwagi na lekkość budulca, wyspy przemieszczają się – szczególnie teraz – w porze deszczowej. Dlatego zakotwicza się je 10-12 kotwicami z pali i kamieni na sznurach.

Uro 23
Domki też zbudowane są z trzciny. Niektóre mają elektryczność z paneli słonecznych! Każda wyspa ma wieżę obserwacyjną pomagającą w komunikacji. Każda wyspa ma też swojego prezydenta, który dba o porządek i rozdziela pracę. Jeśli jakaś rodzina nie uczestniczy w utrzymywaniu wyspy w dobrym stanie, bierze się piłę i dzieli wyspę na dwie.

Na wyspach mieszka ok. 350 rodzin. Ludzie zajmują się głównie rybołóstwem i rękodziełem. No i oczywiście turystami.

Jedzą ryby, trzcinę i upolowane ptaki. Zakupy robią w Puno.

Uro 13 Uro 12
I mają dwa typy łodzi. Małe używane są do połowu ryb, przemieszczania się między wysepkami i wypadami na randki (przewodnik mówi, że to takie taxi romantico, wypływają dwie osoby, a wracają trzy). Duże, które nazywa mercedes benz, to łodzie turystyczne. Zanim do takiej wsiądziemy, mamy parę minut na zwiedzanie domków i zakup rękodzieła.

Uro 21 Uro 26

W końcu ładujemy się do wielkiej łodzi. Zanim odpłyniemy, kobiety w przepięknych strojach i z długimi włosami splecionymi w warkocze z doczepionymi frędzlami na końcach, śpiewają nam kilka piosenek w swoim języku. Na koniec krzyczą za nami “Hasta La Vista Babies” i grupa wybucha śmiechem.

Płyniemy na wyspę – stolicę. Mają tam restauracje, sklepy, hotel i internet.
Uro 25 Uro 2
Mamy trochę czasu wolnego. Kiedy wracamy do Puno, zaczyna lać.

Refleksje? Dużym zaskoczeniem była serdeczność i otwartość ludzi z Uros. Mimo, że codziennie przypływa tam masa turystów, mieszkańcy wysp są serdeczni, radośni i entuzjastyczni. A pewnie nie jest to proste, biorąc pod uwagę, że scenariusz każdej wizyty jest ten sam, co potwierdza np. wpis na blogu, który obserwujemy – Into Americas [kliknij]

Zostają jednak mieszane uczucia, bo wydaje się, że miejsce to istnieje tylko dla turystów. Jak takie wesołe miasteczko.

Tak czy inaczej – warto zobaczyć. Nigdzie indziej nie ma dryfujących wysp – tylko tu, na Titikaka.

Uro 1  Uro 11

Inny ciekawy artykuł o wyspach – tutaj

Puno

21. Lutego

Przed szóstą rano docieramy do Puno, 100-tysięcznego miasta nad jeziorem Titikaka – najwyżej położonym żeglownym jeziorem świata na wysokości 3 830 m npm. Znajdujemy hostel, a potem idziemy na śniadanie i spacer. Najpierw do portu…

Puno port 3 Puno port Titikaka rano Puno Lago
… a potem po mieście, gdzie wszystkie ulice zastawione są targowymi stoiskami. W końcu sobota.

Puno targ Puno Targ 7  Puno targ 5 Puno rower Puno targ 4 Puno Targ 8Puno targ 3 Puno targ 2

k., która ciągle leczy przeziębienie, wraca spać do hostelu, a ł. zwiedza.

Puno 3 Puno 2 Puno 1 Puno
Po południu wychodzimy na obiad. Uliczne targowisko zmieniło się w ogromną imprezę. Kończy się karnawał, który jest tu naprawdę hucznie obchodzony. Przez ulice przetaczają się tańczące tłumy. Jest wesoło i kolorowo!

Puno Fiesta 14 Puno Fiesta 15
Puno Fiesta Puno Fiesta 9 Puno Fiesta 2
Puno Fiesta 22 Puno Fiesta 26   Puno Fiesta 19 Puno Fiesta 6 Puno Fiesta 18 Puno Fiesta 16
Puno Fiesta 4 Puno Fiesta 3
Puno Fiesta 8 Puno Fiesta 7Puno Fiesta 17 Puno Fiesta 5 Puno Fiesta 10 Puno Fiesta 11
Trafiamy na salę gimnastyczną, gdzie trwają pokazy tańców i rozdanie nagród dla najlepszych zespołów.

Puno Fiesta Puchary Puno Fiesta Puchary 2
A potem puchary idą w miasto…

Puno Fiesta 20 Puno Fiesta 21
Zabawa trwa też przy głównym placu…

Puno Fiesta 25 Puno Fiesta 23 Puno Fiesta 24 Puno Fiesta Dzieci
I na targu!

Puno Fiesta na targu 2 Puno Fiesta na targu 3 Puno Fiesta na targu 4 Puno Fiesta na targu
Bawią się wszyscy – i starzy i młodzi.

Puno Fiesta 13  Puno Fiesta Dziecko 4 Puno Fiesta dziecko 3
Puno Fiesta Dziecko 2 Puno Fiesta Dziecko Puno Fiesta 12
Nasza obecność oczywiście nie pozostaje niezauważona. Jesteśmy dla lokalsów tak samo egzotyczni jak oni dla nas. Zapraszają nas do zabawy, częstują piwem i robią nam zdjęcia tak jak my im.

Puno Fiesta łukasz 3 Puno Fiesta kaja 2   Puno Fiesta kaja 3 Puno Fiesta Łukasz
Puno Fiesta kaja Puno Fiesta Łukasz 2 Puno Fiesta razem 
Piana też nas nie omija gringo!
Łukasz z pianą Puno Fiesta kaja 4

Podoba nam się taki karnawał. Swoją drogą, czy poprzedni wtorek to przypadkiem nie były Ostatki?

Wieczorem zmywamy z siebie confetti i pianę. I wyobrażamy sobie taki karnawał u nas 🙂

PS. Puno jest tylko trochę większe niż Siemianowice. Widzicie takie coś u nas? Na Powstańców, Śmiłowskiego i Komuny Paryskiej?