Meksyk oczami k.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po trzech tygodniach podróżowania po Meksyku, pozwalam sobie na ogromną generalizację i trochę powierzchownych wniosków. Myślę jednak, że wiele z tych obserwacji sprawdza się również na dłuższą metę.


 

Rzeczy, które w Meksyku nie występują (lub są skrupulatnie ukrywane):

  • cisza
  • papier toaletowy w kabinach w toaletach publicznych
  • posiłki bez salsy i lemonki
  • dania wegetariańskie (danie bez mięsa często oznacza danie z szynką albo z kurczakiem)
  • świadomość ekologiczna (sortowania śmieci, unikania plastiku, oszczędzania energii)
  • moda na niepalenie
  • rozkłady jazdy komunikacji publicznej (często nawet nie ma przystanków, autobusy zatrzymują się tam, gdzie się zamacha)
  • BHP

 

A tutaj, co występuje. A przynajmniej co mi się rzuciło w oczy.

Ludzie. Przyjemni, pomocni, często uśmiechnięci. Nigdzie wcześniej tyle osób nie nazwało mnie swoją przyjaciółką (mam na myśli okrzyk: iHola my friend!).

  • M. jak Miłość. Meksyk jest ogromnym morzem miłości, rozlewającym się w miastach i wioskach. Ludzie okazują sobie uczucia wszędzie i o każdej porze, pary splecione w uściskach (chłopak+dziewczyna, dziewczyna+dziewczyna, chłopak+chłopak) są obecne wszędzie. Tak jak salsa i chili.
  • Meksykańskie dzieci są prześliczne, ale wiele z nich jest grubych. Dorosłych otyłych jest chyba więcej niż w USA. Ale nie widać zbytnio aktywnego spędzania czasu, miasta nie są przyjazne rowerzystom (jest ich tak mało, że podejrzewam, że się pozdrawiają), biegających jak na lekarstwo, sport chyba tylko w TV. Do tego wszędzie przemieszczają się taksówkami. Co można tłumaczyć bardzo kiepskim stanem chodników.
  • Meksyk to największe, jak dotąd, skupisko kobiet w obcisłych (czytaj: za małych) ubraniach i ze sztucznymi rzęsami jakie widziałam w życiu. Jeśli chodzi o makijaż, powszechnie wykonuje się go w środkach komunikacji miejskiej (łącznie z podkręcaniem rzęs. Łyżeczkami.)
  • Jeśli Meksykanin mówi „przepraszam za bałagan” to znaczy, że na serio jest brudno. Bardzo.
  • Jest sporo żebraków, ale wielu z nich to artyści. Np. grają patykiem na plastikowej butelce albo grzebieniem na kokosie i zbierają pieniądze. Nikt ich nie wyprasza nawet z eleganckich restauracji.

Cisza. W Meksyku nie istnieje. Meksykanie uwielbiają hałas, śpiewy, głośna muzyka gra wszędzie, w sklepach, w knajpach, na dworcach, w środkach komunikacji miejskiej. Dźwięki przenikają się i nikomu to nie przeszkadza. Przyjście do baru z własnym ipodem albo konkurowanie kieszonkowym radiem z filmem puszczanym w autobusie nocnym jest zupełnie naturalne.

Wi-fi. Trudno powiedzieć czego się spodziewałam, ale w Meksyku wifi jest niemal wszędzie. Pomijam lokale gastronomiczne, czy punkty usługowe. Często na głównych placach miejskich wifi jest ogólnodostępne. Na niektórych dworcach wifi, zamiast klasycznym symbolem, oznaczone jest ikonką internet explorera (naprawdę ktoś dziś jeszcze tego używa?)

Biurokracja. O ile poważne sprawy urzędowe można załatwić „inaczej” (czytaj: łapówką), o tyle drobne sprawy są skrupulatnie dokumentowane i ewidencjonowane. Nie sposób oddać butelki zwrotnej po piwie bez odpowiedniego kwitka.

Jedzenie. Meksykanie dodają limonkę i chili do wszystkiego. Włącznie z kawą i piwem. Można też dostać owoce z chili i solą. Pieczywo jest głównie słodkie, ale ciastka wyglądają o wiele lepiej niż smakują. A smakują często jak upieczone mydło. Jedzenie uliczne króluje i jest bardzo różnorodne, ale jeśli nie je się mięsa – posiłki stają się wyzwaniem. Na szczęście jest masa przepysznych owoców.

Infrastruktura. Bycie inwalidą w Meksyku musi być koszmarem. Niepełnosprawni w zasadzie nie mają po co wychodzić z domu. Chodniki są absurdalnie wysokie (czasem nawet wchodzi się na nie po schodkach), do tego wyglądają jak tor przeszkód: wystające rury, drzewa, dziury, śmieci. Ulice są krzywe, jest mnóstwo progów zwalniających. I dużo robót drogowych, ale nie jest jak w USA, gdzie stawia się znak „Pardon our dust” (przepraszamy za kurz).

Ruch uliczny. Biorąc pod uwagę infrastukturę, stare samochody i frywolny stosunek do przepisów drogowych, Meksykanie jeżdżą zaskakująco bezpiecznie. Widzieliśmy tylko jedną stłuczkę. Kierowcy wysiedli z samochodów bez emocji, na spokojnie pogadali, samochodom prawie nic się nie stało. Nuda. Po ulicach jeździ masa VW ogórków i garbusów. Wjeżdżając do Meksyku skończyły się jednak dla nas czasy beztroskiego chodzenia pieszo. Na ulicach pieszy jest bez szans, samochody na widok pieszych przyspieszają, przy pasach zatrzymują się tylko kierowcy-obcokrajowcy, trzeba mieć zawsze oczy dookoła głowy. Żeby przeżyć.

Autokary. Szczególnie te długodystansowe mają tylko dwie klasy: pierwszą i królewską. Dworce autobusowe często wyposażone są w bramki do kontroli jak na lotniskach. Przy czym – jeśli dzwonią – to i tak niczego nie zmienia. Przechodziłam przez nie wielokrotnie ze scyzorykiem w kieszeni i dzwoniąca bramka zwróciła uwagę kontrolera tylko raz. Skomentował tylko: „Musiałbym Was sprawdzić, ale macie tyyyyle bagażu.”

Komunikacja publiczna. Jest tania i jest w czym wybierać. W metrze albo autobusie można kupić (poza napojami i kanapkami, co jest b. wygodne), np. lizaki, kewetki, medaliki św. Tadeusza, farbowane chrupki, kłódki, zakładki do książek, baterie, tabletki na ból gardła, słuchawki, gumy do żucia, zabawki, płyty cd albo nożyczki.

Domy. W większości są stare i odpada z nich farba (może to od słońca). Nie dba się o nie specjalnie, wiele prowizorycznych rozwiązań starcza na lata. Nie spotkałam się wcześniej z toaletami z tak starym systemem hydraulicznym, że papieru nie wolno wrzucać do muszli klozetowej. Trzeba do kosza na śmieci.


 

Powody, dla których Meksyk kojarzy mi się z Polską z lat 80.tych

  • Dużo facetów z wąsami.
  • Płatne toalety publiczne. Do tego wydzielany papier (!)
  • Papierosy sprzedawane na sztuki. Mnóstwo palących ludzi. Palić można niemal wszędzie (nawet na dworcu)
  • Masa podróbek. Buty, torebki, ubrania.
  • Jak sprzedawca nie ma drobnych do wydawania to odradza zakup.
  • Kult styropianu. I w ogóle opakowań plastikowych. Meksyk jest wielkim plastikowym królestwem.
  • Wszechobecna bylejakość i prowizorka.

 

Meksyk jest ogromny, słoneczny, egzotyczny. Wiele jeszcze pozostało do zobaczenia. Bezwzględnie była to bardzo ciekawa część tego wyjazdu. Czy chciałabym wrócić? Tak. Kiedyś na pewno.

One comment

  1. Rzeczywiscie, “ogromna generalizacja i powierzchowne wnioski”, no ale trudno cos sensownego i niebanalnego powiedziec o kraju, ktorego sie nie zna i po którym sie ledwie “przejechalo”, a przy okazji, lekko i turystycznie, “pojechalo”. Wpis á la “drogi pamietniku…”

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s