Month: January 2015

Otavalo

28. Stycznia

Z Popayan do Ipiales przy granicy z Ekwadorem jedziemy przez górskie serpentyny 7 godzin, czyli o godzinę krócej niż mówi rozkład. Autobus wygodny, ale nie śpimy ani minuty. Kierowca całą drogę jedzie jak szalony. Przyspiesza, a za chwilę gwałtownie hamuje, w zakręty wchodzi tak, że nie ma szans utrzymać się w siedzeniu. Koszmar. Jest jeszcze ciemno kiedy busikiem dojeżdżamy do granicy. Na szczęście o 5:30 rano nie ma kolejek.

Ekwador wjazdDostajemy pieczątki i ładnie wydaną ulotkę o bezpieczeństwie w Ekwadorze. Z mapą.
Niedługo potem jedziemy bardzo tanim autobusem do Otavalo. Kwaterujemy się w hostelu Rincon de Viajero. Bierzemy dorm (bo najtaniej), a tam – sześć łóżek, ale trzy osobne pokoje, w których jesteśmy zupełnie sami! 🙂
Ledwo przytomni idziemy na obiad, a później defraudujemy trochę dolarów na pamiątki. Otavalo słynie ze środowych targów rękodzieła.

Otavalo 2 Otavalo 3Otavalo 4 Otavalo 5
Wracamy do hostelu, oddajemy rzeczy do prania i śpimy kilka godzin. Wychodzimy jeszcze wieczorem na krótki spacer. ale szybko kończymy dzień.

Otavalo by night

W czwartek przed południem spacerujemy jeszcze chwilę po mieście. Dziwią nas równe chodniki, śmietniki, przystrzyżone trawniki, wszędzie ład i porządek.

Otavalo góryOtavalo parque central
Otavalo 1
Ota 2 Ota 1

Około 10tej wsiadamy do autobusu do Quito. I odkrywamy dlaczego transport tutaj jest tak tani – benzyna kosztuje trochę ponad 4 PLN. Tyle, że za galon! 🙂

Popayan

26.-27. Stycznia

Docieramy do Popayan wczesnym popołudniem i całkiem szybko znajdujemy dom Johana, naszego couchsurfingowego gospodarza, który mieszka z bardzo młodymi rodzicami, dwoma siostrami, bratem i królikiem. Mają spory dom, mnóstwo rowerów, instrumentów muzycznych i osobny pokój dla gości z couchsurfingu! Johan ma 18 lat, studiuje turystykę, bardzo dużo podróżował i interesuje go masa rzeczy, więc tematów mamy od groma. Razem idziemy na spacer po mieście.

popayan 1 popayan 2
Ścisłe centrum Popayan zwane jest Ciudad Blanca, czyli Białe Miasto. Jest bardzo ładnie i czysto. Wszystkie sklepy i punkty usługowe mają złote szyldy na elewacjach, jest sporo kwiatów i wszędzie małe latarenki. A na zdjęciu po prawej – wieża zegarowa (podobno prezent od Londynu). Zegar niestety nie działa.

 popayan latarnia popayan zegar
Popołudnie i wieczór spędzamy z Johanem i jego kolegą Felipe w… centrum handlowym oglądając mecz i bardzo długo gadając o podróżach.

Popayan mecz Popayan mecz 2

We wtorkowe przedpołudnie Johan zabiera nas na rowerową przejażdżkę po Popayan.

Johan na rowerze popayan rowery  popayan parque 2 popayan parque centralpopayan most Popayan mirador

Zjadamy też pyszny obiad w wegetariańskiej knajpie, a potem rozdzielamy się, bo nasz gospodarz ma parę spraw do załatwienia. Zawozimy rowery do domu i idziemy do centrum, gdzie łapie nas ulewa.

popayan deszcz popayan deszcz 2

Robimy zakupy na kolację i wracamy do domu. Nasze polskie kanapki (masło, sałata, ogórek, pomidor, papryka, oliwki i jajka) robią furrorę. Wpada też Felipe, żeby się z nami pożegnać. Jest bardzo rodzinnie.

popayan kanapki

Po jedzeniu – kącik muzyczny 🙂

popayan trąbka popayan perkusja

O 22.00 wsiadamy do nocnego autobusu do Ipiales, przy granicy z Ekwadorem. Jutro wjedziemy do jedenastego kraju na naszej drodze!

Silvia

25. Stycznia

Opuszczamy Cali i przez Piendamo docieramy do Silvii, 35-tysięcznego indiańskiego miasteczka położonego na wysokości 2800 m. Znajdujemy hotel przy bardzo spokojnej ulicy (wokół jedynie kilka zakładów pogrzebowych). Wynajmujemy najtańszy jak dotąd pokój, do którego wchodzi się prosto z restauracji. Nie mamy okna, nie ma dziś już ciepłej wody, ale jest wi-fi. Ot, kolumbijskie standardy. Zostawiamy rzeczy i przez 15 minut zwiedzamy całe centrum.

Silvia PC Silvia park centralnysilvia pan z gitarą Silvia PC 2
Silvia Silvia 2
Mimo wczesnej pory, widać sporo pijanych mężczyzn.

Silvia PijaniPo obiedzie postanawiamy pojechać trochę za miasto, w górę, do jednej z pięciu okolicznych wiosek, gdzie ludzie nadal noszą tradycyjne stroje i kultywują stare indiańskie zwyczaje.

Silvia jeepy Silvia jeep 2
Do naszego czerwonego jeepa wchodzi 12 pasażerów. Plus kierowca i do tego kilkoro dzieci na dachu i dwóch mężczyzn na schodku z tyłu samochodu.

za Silvią

Wysiadamy jakieś 6 km od Silvii i spacerem wracamy do miasta. Jest przepięknie.

Silvia widok za Silvią 2 za Silvią 3 Silvia gory Silvia góry 2 Silvia indianin Silvia idą Silvia droga
Mijamy dwa cmentarze.

Silvia cmentarz Silvia cmentarz 2
Mijamy kilka hodowli pstrągów.

plantacja pstrągów karmienie pstrąga
A nawet restaurację, gdzie dostaje się kij z bambusa z żyłką (zwany również wędką) i można samodzielnie złowić sobie rybę na kolację.

Silvia restauracja

Silvia przedmieścia Silvia przedmieścia 2

Wracamy do centrum po zmroku. Bierzemy karty i idziemy do lokalnego baru zobaczyć jak się bawi Silvia. A bawi się mocno alkoholowo, dawno nie widzieliśmy takiej ilości pijanych ludzi, niektórzy śpią na ławkach, inni ledwo trzymają się na nogach. Ale my – z klasą. Przed 21.00 jesteśmy już w łóżkach. Bez prysznica, ale za to z laptopami 🙂

W poniedziałek rano okazuje się, że jest ciepła woda! Bierzemy prysznic, idziemy na śniadanie a potem na spacer nad rzekę.

Silvia spacer Silvia rzeka

Za panem z lassem wchodzimy też  na wzgórze z punktem widokowym.

Silvia mirador Silvia pan z lassemSilvia mirador 2 Silvia widok z gory Silvia z gory 2 Silvia z gorySilvia owca Silvia Peterpa
Za mniej niż dolara wypijamy kawę i zjadamy niedobre ciastko w kawiarni Peter Pa(n) i powoli szykujemy się do drogi. Następny przystanek: Popayan.

Silvia babcia

Cali i Opowieść o Miłości

23.-24. Stycznia

W okolicach południa docieramy do Cali, trzeciego największego miasta Kolumbii. Kwaterujemy się w El Viajero – hostelowym kombinacie. Tak, wstyd. Backpackersko. Basen, bar, hamaki, kino, salsa, joga, opaski, koszulki, naklejki. Zasadniczo możnaby stamtąd nie wychodzić. Ale my idziemy. Na najgorszy obiad pod słońcem (zamawiamy rybę, a dostajemy coś, co wygląda jak schabowy i w zasadzie żadne z nas nie wie, co to jest, więc k. odpuszcza). A potem długo łazimy po mieście.

cali 1 cali parkCALI cali 2  

Na Placu Poetów – 38 stanowisk z maszynami do pisania, gdzie za 1000 PESO (czyli ok. 1,5 zł) właściciele maszyn do pisania przygotowują najróżniejsze pisma i listy.

cali plac poetów

Docieramy do jednej z głównych atrakcji – El Gato del Rio. Oraz wiele innych kotów.

Gato 2 gato 4 Gato 3  gato 1

Okrężną trasą wracamy do hostelu.

Cali 3 Cali pano

Wieczór k. spędza na czytaniu, a ł. na zwiedzaniu.

W sobotni poranek po śniadniu przenosimy się do hostelu Boogaloo. O wiele tańszy, spokojniejszy, o wiele dalej od centrum. Zostawiamy plecaki i wyruszamy do kobiecej ekowioski wioski, którą nazwano Nashira*, czyli “opowieść o miłości”. Jeepem, tutejszą alternatywą autbusów, docieramy do dworca autobusowego, gdzie… nikt nie słyszał o takim miejscu. Wsiadamy do autobusu do Palmiry, tutaj też nikt nic nie wie. Nawet o San Isidro nie słyszeli, a Nashira jest tuż obok, więc zaczynamy wątpić, czy w ogóle znajdziemy to miejsce. W Palmirze ktoś poleca nam autobus do Candelarii, wsiadamy i w końcu okazuje się, że jedziemy w dobrym kierunku. Kierowca zatrzymuje się na przystanku Alaska (!) i stamtąd już pieszo docieramy do bramy Nashiry.
przystanek alaska Nashira 4
Spotykamy panią prezes, która zabiera nas na spacer i opowiada o tym miejscu, gdzie mieszka 88 kobiet, mnóstwo dzieci, kilku mężczyzn. No i wszystko jest ekologiczne. Jest piec solarny, jest eko-toaleta, jest też rowero-prysznic. Trzeba pedałować, żeby leciała woda.

piec solarny nashira 1

Główna filozofia to: zrównoważony rozwój. Kobiety same produkują jedzenie, hodują zwierzęta, dbają o sad. Prawie w ogóle nie produkują śmieci, wszystko jest organiczne i przetwarzalne.

Nashira 2 Nashira 3

Zjadamy pyszny wegetariański obiad, poznajemy przy okazji założycielkę osady. ł. nagrywa parę osób. Przed 16tą żegnamy się i w drodze powrotnej do Cali wymieniamy się uwagami. Miejsce ciekawe, ale czy faktycznie jest to “opowieść o miłości”? Mamy mieszane uczucia.

* Oficjalna strona Nashiry: http://www.nashira-ecoaldea.org/ i jeszcze jedno a propos Nashiry – świetny artykuł innych podróżujących Polaków: http://www.intoamericas.com/blog/biteinto/seksmisja/

Docieramy do Cali w godzinach szczytu, ulice pękają w szwach. Nasz jeep powrotny kwitnie w korkach.

cali skrzyzowanie 1 cali skrzyzowanie  Jeep 2 Jeep 1
To nasz 119-ty wieczór w podróży. Dziś mija 17 tygodni od naszego wyjazdu.

cali 4

Montenegro

22. Stycznia

Z Salento wracamy do Armenii, skąd dostajemy się do Montenegro, kawowego miasteczka polecanego nam przez spotkanego wcześniej kierowcę autobusu. Znajdujemy całkiem niedrogi hotel, a potem idziemy na wstępne oglądanie miasta. Klasyk.

Park Centralny

MN Parque MN Parque 2

Trochę street artu. Po prawej ławeczka z podków.

MN street art MN ławka

Kawiarnia pełna mężczyzn. Zamiast przy kuflach – tu, przy filiżankach.

MN kawiarnia

Terminal

MN terminal

Stadion

MN boisko

Przedmieścia

MN widok

Po wypiciu naprawdę wybornej kawy, jedziemy lokalnym autobusem do oddalonego o 5km od miasta Parque del Cafe – najbardziej popularnej kawowej atrakcji turystycznej w okolicy. Parque okazuje się rodzinnym parkiem rozrywki z dość drogim wstępem. Decydujemy, że szkoda nam trochę kasy na przejażdżkę kolejką nad krzakami i wracamy pieszo do centrum Montenegro, przy okazji podziwiając widoki – wzgórza porośnięte palmami bananowymi i krzaczkami kawy…

MN kawa 3 MN palmy MN kawa MN kawa 2

… oraz panorama miasta.

MN panorama

Idziemy do restauracji przy naszym hotelu. Za dwa obiady typu “danie dnia”: zupa, drugie danie oraz pół litra naturalnego soku z marakuji, płacimy odpowiednio: k. 5 000 PESO, czyli jakieś 7,5 PLN, a ł. 7 000 PESO, czyli jakieś 10 PLN (choć w sumie też bezmięsny obiad, no bo z kurczakiem 🙂 ). A porcje tak wielkie, że nie dajemy sobie z  nimi rady.

Robimy półgodzinną sjestę i idziemy na basen, który widzieliśmy wcześniej. Jesteśmy tam jedynymi gośćmi, dla lokalsów jest po prostu za zimno, a dla nas – idealnie! k. bije swój życiowy rekord i przepływa 2 km!

MN basen 1 MN basen 3 MN basen 2 palmy w basenie

Wieczorem miasto tętni życiem. Wszędzie gra muzyka, kawiarnie i bary pełne są ludzi. My idziemy do klubu bilardowego na piwo marki “Poker” i do tego gramy w makao. I tak kończymy dzień w kolumbijskiej Czarnogórze.

MN zachod slonca

Salento

20.-21. Stycznia

Do Armenii dojeżdżamy o piątej rano, jest jeszcze ciemno. Postanawiamy odpuścić zwiedzanie i pierwszym autobusem docieramy do Salento, do hostelu, który ł. zna już z poprzedniej wizyty w Kolumbii. Kwaterujemy się w dormie i niewyspani bardzo (bo w autobusie się nie dało niestety) idziemy na spacer.

Rynek

Salento - rynek 2 Salento rynek

Gringo Street

Salento Gringo Street

Punkt Widokowy

Salento - l Salento - mirador
salento mirador 2

Po południu obijamy się, ł. nie za dobrze się czuje, więc leży. k. ćwiczy grę na ukulele i czyta. Zjadamy na obiad pysznego pstrąga, a później spędzamy czas z poznanymi w hostelu Polakami – Iwoną i Darkiem z Gdańska oraz Agą i Marcinem z Krakowa. Idziemy z nimi pograć w Tejo. To taki sport, w którym rzuca się ciężkimi krążkami w kapiszony umieszczone w błocie ustawionym pod skosem. Poznajemy przy okazji lokalnego mistrza tej dyscypliny, lat 22, który pokazuje nam technikę rzutu, ale najpierw zdejmuje bluzę, a pod spodem… koszulka z własnym zdjęciem.

tahoDrużyna ze Śląska wybucha dwa kapiszony, do tego Iwona wybucha kolejny, ale trudny to sport. Kończymy wieczór relatywnie wcześnie, śnięci po nieprzespanej nocy zasypiamy jak zabici.

Jedyny plan na środę to wypad do doliny Cocory. Czeka nas 10 km pętla z wejściem na 2860 m i widok na nieziemsko wysokie palmy. Wypożyczamy obuwie trekkingowe marki Gumiaki…

buty trekingowe
… i w drogę.

Dolina Cocora widok na doline cocora

Trasa jest przepiękna. Jest błoto i trochę wiszących mostów.

mostek
W końcu docieramy na szczyt, z którego nie ma widoku, bo… mgła. Ale są kolibry i jest całkiem przyjemnie.

Cocora

Powolnym krokiem schodzimy w dół i widać coraz więcej.

las cocora Salento - palmy
palmy cocora cocora palmy l
cocora palmy k   cocora palmy
cocora mgla cocora mgla 2
cocora kon cocora krowy

Po południu leje, z hostelowego tarasu widać tęczę. Odpoczywamy, planujemy kolejne dni. Jutro rano opuszczamy Salento.

tecza salento

Bogota

18.-19. Stycznia

Przyjeżdżamy do Bogoty wczesnym rankiem. Autobusem docieramy w okolice Candelarii, dzielnicy, gdzie chcemy zakwaterować się w hostelu Alegria. Jest niedziela, do tego na tyle wcześnie, że ulice są dość puste, miasto dopiero się budzi. Widać sporo rowerzystów i biegaczy, niektóre ulice są zamknięte dziś specjalnie dla nich.

BG 1 BG 2
Po głównym placu Candelarii chodzą lamy wśród ołówków – postawionych tu w reakcji na niedawne wydarzenia z Paryża.

BG 3 BG 4BG 5 BG 6

Hostel jest pełen, ale istnieje szansa, że ktoś przed południem wyjedzie, więc zostawiamy bagaże i idziemy zwiedzać okolicę. Najpierw – muzeum Botero.
Botero 3 Botero 4
Botero 1 Botero 2

Zaliczamy przy okazji pyszną kawę i ciasto w muzealnej kawiarni, po czym w błogim nastroju wracamy do Alegrii dowiedzieć się, że jednak nie ma miejsc. Ale zaraz obok jest inny hostel – Musicology – gdzie miejsce w dormie jest trochę tańsze i do tego mamy śniadanie w cenie. Zostawiamy plecaki i wychodzimy: k. do muzeum złota, a ł. na spacer po mieście. W międzyczasie zachodzi słońce i zaczyna padać, co podobno jest typowe dla Bogoty. Miasto położone jest na wysokości 2640 m npm, więc pogoda zmienia się bardzo często.

Bogota 7 Bogota 8 Bogota 9 Bogota 10 Bogota 11 Bogota 12

Spotykamy się po 16tej i maszerujemy do Torre Colpatria – najwyższego (192-metrowego) budynku w Bogocie otwartego w 1978r. W weekendy można wjechać na punkt widokowy, żeby obejrzeć miasto z góry. Szkoda, że nie dziś, bo… aktualnie jest tam remont.

Colpatria Colpatria nocą
Bogota targ staroci

Ulica Siódma tętni życiem, jest masa ulicznych artystów, targ staroci, stoiska z jedzeniem. My idziemy na rybę, a potem do hostelu. Idziemy spać bardzo wcześnie, żeby nadrobić sen, którego nie mieliśmy za dużo poprzedniej nocy w autobusie.

W poniedziałek wybieramy się na wzgórze Monseratte.

bogota 14

Na 3 152m npm wjeżdżamy kolejką szynową ze sporą grupą innych turystów. Od słowa do słowa okazuje się, że nasz wagonik jest pełen Meksykanów, którzy nie znali się wcześniej. W drodze na szczyt nagrywają pozdrowienia dla swoich rodzin w Meksyku (również od nas), a później wspólnie śpiewają, klaszczą i w ogóle jest bardzo wesoło. Pełen spontan! Chcesz posłuchać? Kliknij tutaj 

monseratte wagonik 2 monseratte wagonikMonseratte 1 Monseratte 2  bogota widok Widok na Bogotę

Zjeżdżamy w dół kolejką linową i łazimy dalej.

Bogota 13  Bogota 15 Bogota 16 Bogota przed uni
Bogota churchPani z lamą
Odkrywamy przy okazji świetną knajpę – Fatima Bar, gdzie wsuwamy zupę warzywną i lasagne. Mamy siłę na dalsze spacery i podziwianie street artu, którego Bogota ma całe mnóstwo …

BG SA 1 BG SA 2
BG SA 3 BG SA 4

… i najdłuższe autobusy na świecie.

Bogota TransMilenioPamiątkowe zdjęcie na ulicy Przyjaciół (czy chodzi o serial?)

Calle de los amigos Wieczorem zabieramy plecaki z hostelu i jedziemy na terminal. Nocnym autobusem chcemy dotrzeć do Armenii.

Aguachica

17. Stycznia

Z Macondo jedziemy busikiem do Fundacion, skąd planujemy dotrzeć do Aguachica (czyli Mała Woda lub Wódeczka). Chcemy tam zrobić sobie przystanek przed Bogotą, do której w tej chwili mamy ponad 800 km. W Fundacion kupujemy bilety na Brasilia Express, który nie wjeżdża w miasto. Na terminal trzeba pojechać moto-taxi (w cenie), ale o dziwo nie podjeżdża tuk-tuk. Podjeżdża dwóch panów na motocyklach. No to jedziemy!

Mototaxi w Fundacion

W Aguachica jesteśmy po 16tej i po wielkiej ulewie. Nazwa miasta zobowiązuje. Woda na ulicach obecna. I chyba nie chcemy tu nocować.

AC 1 AC 2

Po krótkim namyśle kupujemy bilety na nocny autobus do Bogoty, mamy zatem ponad 3 h na zobaczenie wszystkich dwóch atrakcji turystycznych w Aguachica.

Najpierw docieramy do Parque Central i znajdujemy kościół.

AC 3 AC 4 ac 5

Potem idziemy ulicą handlową…

ac 6 ac 7

… i znajdujemy atrakcję nr 2 – wielkiego żółwia postawionego tu przez któregoś z burmistrzów.

ac 8

Zupełnie przez przypadek trafiamy na Kolumbijczyka w koszulce polskiej reprezentacji w piłce nożnej! Zagadujemy go, okazuje się, że koszulka to prezent, kolega nigdy w Polsce nie był. Ale wymieniamy żółwiki (cóż innego w mieście wielkiego żółwia?) i idziemy dalej – na ichniejszą Mariacką – ulicę z masą knajp i muzyką. Czas na kolację.

ac 10 ac 9

Ostatni rzut oka na park centralny przystrojony prawie jak ten w Managui.

ac parque central ac parque central 2

… i w drogę. Za 12 godzin będziemy w stolicy.

Macondo aka Aracataca

15.-16. Stycznia

Z Cartageny wyjeżdżamy w okolicach południa, autobusem przez Barranquillę docieramy do Arakataki. Jest już po zmroku. Znajdujemy hostel “Casa Morelli”, założony tutaj przez pewnego Holendra. I kwaterujemy się na dwa dni w pięcioosobowym dormie. Sami 🙂
casa morelli 2 Casa Morelli

Wieczorem robimy wstępny obchód miasteczka, na kolację wsuwamy mazorki, takie przepyszne zapiekanki z kukurydzą i mozarellą, potem oglądamy mecz w lokalnym klubie bilardowym i wracamy do hostelu. ł. śpi w hamaku, noc jest bardzo ciepła.

W piątek zwiedzamy. Ale najpierw szewc, bo k. ma sandał do naprawy. Znowu. Szukamy zakładu, a tu okazuje się, że szewc ma swoje stanowisko przed jednym ze sklepów. Wokół niego kilku kolegów. Kiedy podchodzimy, odkłada tenisówki, które właśnie zszywa i naprawia podróżniczy but k. Całość trwa może z 10 minut, koszt: 2000 Peso, czyli jakieś 3 zł.

naprawa sandala naprawa sandala 2
No to teraz można zwiedzać!
Arakataka to miasto urodzenia Gabriela Garcii Marqueza, więc udajemy się do domu, gdzie spędził dzieciństwo.

casa museo marquez casa museo 2
marquez
casa museo 4 casa museo 3
Przy okazji dowiadujemy się też, że Holender – założyciel naszego hostelu – ożenił się i wyjechał, ale wcześniej namalował masę motyli na drodze od hostelu do domu Marqueza właśnie.

ara 9 motyle

Po wizycie w muzeum zwiedzamy miasteczko, które zainspirowało Marqueza do stworzenia Macondo, gdzie toczyło się życie w jego powieści “Sto Lat Samotności”. Okolice parku centralnego…

ara 2 ara 10 ara 11 ara 13 ara 12 casa telegrafista ara 3 ara pani z psem

i okolice dworca kolejowego.

ara 5 ara 7 ara 8 ara 6

W miasteczku wiele drzew (oraz kamieni i innych elementów przydróżnych) pomalowana jest w barwy narodowe. Od czasu mundialu.

ara 1 ara 4

Jest też zaskakująco dużo klubów bilardowych i, co nie zaskakuje, sporo jest miejsc nazwanych “Macondo”.

ara billard bilardmacondo

Ludzie są przemili, uśmiechają się, zagadują, jest naprawdę niesamowicie.

Wieczorem miasteczko robi się głośne, w końcu piątek. Przy ulicach widzimy kilka stanowisk z ruletką, więc na serio można się pobawić.

ruletka na rynku w Ara

Zmęczeni upałem wracamy jednak do hostelu, wziąć prysznic, odetchnąć i zacząć pakowanie, bo rano chcemy wcześnie ruszyć. Nagle całkiem niedaleko zaczyna grać orkiestra, robi się gwarno, słychać fajerwerki. Wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia, do naszych identycznych piżamowych t-shirtów (to te, co dostaliśmy z radia z Alaski) zakładamy krótkie spodenki i idziemy zobaczyć, co to za miejski festyn.

Okazuje się, że to nic wielkiego. Ot zwykłe urodziny. I świętuje się tak. Kawałek ulicy zastawia się samochodami, a pomiędzy nimi muzycy i goście.

Ara Orkiestra ara impreza

Natychmiast znajdują się dla nas krzesła i w mgnieniu oka ł. dostaje do ręki kieliszek z alkoholem, a k. …. dziecko 🙂 i tak w zupełnie przypadkowy sposób, w naszych eleganckich piżamach występujemy na rodzinnej imprezie.

ara solenizant ara dziecko ł na imprezie

Częstują nas wszystkim, co mają. Napoje, jedzenie (z bezmięsnych tylko ciasto francuskie z kurczakiem). Jest wesoło i głośno. Nie zostajemy zbyt długo (urywamy się zanim zaczynają się tańce), ale z hostelu słyszymy, że muzyka gra do późnych godzin… Gra nawet kiedy budzimy się przed siódmą.

Arakataka. Macondo. Magiczny realizm.

Cartagena

13.-14. Stycznia

Po odprawie paszportowej w porcie w Cartagenie, razem z Sonją i Eden bierzemy taksówkę do centrum. Dziewczyny mają rezerwację w hostelu na starówce, a my idziemy do Getsemani – takiej… alternatywnej starówki i tam znajdujemy sobie nocleg. Zjadamy małe co nieco i szybko idziemy spać w naszym uroczym pokoju bez okna 🙂

carta 11 carta 12carta 2 carta tancerze
Środę spędzamy na łażeniu po mieście. Jest bardzo ładnie, większość kolonialnych domów jest pięknie poodnawiana, wszędzie mnóstwo kwiatów.

carta 5  Carta 4carta 13 carta botero
carta 3 carta 17
carta 16 carta 15carta 1 carta jp2carta 14 carta zamekCarta 7 carta 9  carta 8 Carta 10

 

 

Jest też bardzo dużo street artu…

Carta SA 2 Carta SA
carta sa 6 Carta SA 5 carta sa 4 Carta SA 3

… i cała masa stoisk z owocami 🙂 Mango wymiata!

Carta 6 MANGO

Zaglądamy na chwilę na plażę, bo to już nasze ostatnie spotkanie z Karaibami. Jest niezwykły upał!

carta morzeGotujemy pyszny obiad (makaron z tuńczykiem, kukurydzą i kaparami!), a potem spotykamy się jeszcze z naszymi koleżankami z promu. Idziemy na spacer, a potem na … mojito!

carta k i dziewczyny carta l i dziewczyny

Wieczór mija nam na planowaniu kolejnych dni. Na pewno będzie ciekawie 🙂