Month: October 2014

Santa Cruz i Santa Maria

27.-28. października

Caltrain zabiera nas z San Francisco do Santa Cruz, miejsca polecanego przez Hanię i Wojtka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Docieramy na miejsce i idziemy szukać domu Alex’a. Alex nie jest użytkownikiem couchsurfingu, – jest przyjacielem jednego z aktywnych gospodarzy, który dzisiejszego dnia swoją sofę udostępnia komuś innemu, więc Alex przejmuje od niego nadwyżkę gości. Nasz gospodarz jest w pracy, więc zostawiamy bagaże w ogródku jego sąsiadki i idziemy zwiedzać okolicę. Przy okazji odkrywamy bardzo dobre jedzenie. Mission BBQ.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Potem spacerujemy po mieście, docieramy do plaży i bitą godzinę nie robimy nic (pierwszy raz na tym wyjeździe). Zaczęliśmy czytać książki! I ł. standardowo podjął próbę kąpieli w oceanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A potem przez opustoszałe Wesołe Miasteczko (szósty najstarszy rollercoaster w US!)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I do domu. OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poznajemy Alexa, nauczyciela ze szkoły średniej i jego syna Maxa. Rozmawiamy o rowerowych i motocyklowych wyprawach, ale nie są to długie rozmowy. Wszyscy są zmęczeni, szybko kładziemy się spać.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdy wstajemy we wtorkowy poranek, Alexa już nie ma, wychodził do pracy po szóstej. Pakujemy się, (k. odkrywa, że jej ręcznik został w San Fran), jemy śniadanie i wyruszamy na autostradę nr 1. To przepiękna widokowo trasa samym wybrzeżem Pacyfiku. Droga dość kręta i niezbyt szeroka, więc nie jeżdżą tamtędy autobusy, a z uwagi na brak samochodu – chcemy do naszego kolejnego przystanku dotrzeć autostopem. W Santa Barbara czeka na nas couchsurfingowa gospodyni – Ursula.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Trzeba przyznać, że nie jest łatwo. Najpierw młody student podwozi nas może z 10 mil. Kolejne 20 do Monterey pokonujemy ze Stefanem, schorowanym starszym mężczyzną. Potem dosłownie kawałek (przed Carmel) z młodą dziewczyną. Stamtąd zabiera nas Tom Davies – artysta malarz (!) i wyrzuca nas w Big Sur, skąd zgarniają nas dwaj młodzi Niemcy. Cieszymy się, bo przez 5 godzin przejechaliśmy raptem 1/4 drogi…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z nimi, też jedziemy nie za długo, aż do stacji benzynowej i tam kwitniemy dobrą godzinę. Mija nas pewien młody chłopak i z rozbawieniem zerka na nas…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I ostatecznie, zawraca i zabiera nas dłuższy kawałek. Droga jest przepiękna, bardzo malownicza, zachwycająca.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

David ma 25 lat, dużo pali i jest bardzo sympatyczny. Jedziemy, gadamy, słuchamy Nirvany…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zatrzymujemy się czasem, żeby porobić zdjęcia, bo widoki naprawdę są niezwykłe, np. obserwujemy wylegujące się foki…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W Santa Marii jemy razem kolację w supermarkecie i rozstajemy się. Jest ciemno. Do Santa Barbary jeszcze ok. 90 mil, autobusy dziś już nie kursują, na autostop za późno. Przez booking.com znajdujemy Holiday Motel i dajemy Ursuli znać, że nie dotrzemy do niej. Motel jest bardzo blisko, maszerujemy parę minut i ostatecznie, bardzo zmęczeni pakujemy się do naszego pokoju… z widokiem na ścianę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

3 dni w San Francisco

24. – 26. października

Po pierwsze: wrażenia.

SF – oczami k. tutaj     OLYMPUS DIGITAL CAMERA     SF – oczami ł. tutaj

(A tutaj w ogóle nasz ranking miast)


Po drugie: zdjęcia.

[Wybrane spośród 735 zrobionych w ciągu tych trzech dni]

Mission Dolores OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Embarcadero & Fisherman’s Wharf OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA fishermans wharf   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Alcatraz alcatraz

Embarcadero /Bay Bridge OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Golden Gate OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Japan Town OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Panorama miasta z Twin Peaks OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Urząd miasta OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Castro OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Castro (i Twin Peaks w tle)     OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Castro, Dom Harveya Milka OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Klub Larry’ego Flynta Larry Flynt

Budynek Kobiet    OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Height  OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Go Giants! Baseballowa gorączka  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Farmers Market OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Street Art    mural OLYMPUS DIGITAL CAMERA  budynekOLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Muzeum kolejki linowo-terenowej OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Spacer ulicami San Fran  OLYMPUS DIGITAL CAMERA wieza obserwacyjna OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA budynek 2


Po trzecie: trochę wspomnień…

Poranna kawa w Blue Bottle Cafe, Hayes Valley  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Obiad w Boudin, Fisherman’s Wharf OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Smitten – najlepsze lody w mieście   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kąpiel z widokiem OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sobotni wieczór z przyjaciółmi (przy kotlecie schabowym, sałatce i ziemniakach i najlepszym na świecie deserze)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Łukasz, Andy, Rob i Fred                     OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Mike, Fred, Dorothy, Kaja i Łukasz  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Olive OLYMPUS DIGITAL CAMERA a tu Łukasz i kocie rodzeństwo o zmiennych imionach OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tahoe & Golden Gate

23. października

Budzimy się bardzo wcześnie. Laury już nie ma (wchodziła do pracy ok. 5 rano). Xander jeszcze śpi, kiedy wyruszamy w kierunku South Lake Tahoe. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na kawę i śniadanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I jedziemy przez Sacramento i od strony San Rafael do San Francisco. Autostradą, momentami, sześciopasmową.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przed Golden Gate zatrzymujemy się w kilku punktach widokowych, bo to naprawdę robi wrażenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I w pewnym momencie k. słyszy: “Mogłabyś zrobić mi zdjęcie?” Tak poznajemy Marcina, operatora filmowego z Polski.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wjeżdżamy do centrum, oddajemy auto do wypożyczalni i z plecakami idziemy do Roba, naszego couchsurfingowego gospodarza, który w czerwcu tego roku gościł Wojtka (brata k.). To nasze pierwsze wrażenia z San Fran. W górę i w dół. I dużo street artu.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieczorem raz jeszcze spotykamy się z Marcinem. Zabiera nas (ł., k. i Roba) na samochodową przejażdżkę po zamglonym mieście.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

22. października

ł. wstaje wcześnie i idzie pobiegać (!). Wraca z torbą smakołyków, więc jemy wyborne śniadanie (pierwsze użycie scyzoryka!)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sprawdzamy mapę i ostatni raz rzucamy okiem na nasz motel. Jedziemy w kierunku Jeziora Tahoe, zatrzymując się po drodze tam, gdzie akurat mamy ochotę, np. w Upper Lake:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I potem dalej…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

… aż do Tahoe City i w końcu do Incline Village (to już Nevada!), gdzie nocujemy u Laury, naszej couchsurfingowej gospodyni.OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieczorem Xander, syn Laury, zabiera nas na spacer nad wodę. A potem, w domu, długo jeszcze rozmawiamy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ciastka, Giganty i Motel

21. października

W dzisiejszym odcinku, k. i ł. wstają o… 5:27 (dodajmy może jeszcze, że rano) i razem z gospodarzami śmigają do pracy do Hannah Marie’s. Chleb się przecież sam nie upiecze. Uwijamy się jak mróweczki, Hannah i Beebo udzielają nam wskazówek (w ogóle – o co chodzi z jednostką oz?) i o ósmej wszystko gotowe.Muffinki, ciasteczka, chlebowy budyń, 3 rodzaje chleba i bułeczki. Otwieramy interes.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA    OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po otwarciu, Beebo zabiera nas na wycieczkę po okolicach i pokazuje kilka przepięknych miejsc. Jest idealny poranek na przedzieranie się przez krzaki

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  aby zobaczyć to: OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I jeszcze foki!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A potem wracamy do piekarni, ściskamy się i ruszamy dalej na południe. Po drodze znów bierzemy autostopowicza i znów trzeba wietrzyć auto :/

Jedziemy m.in. przez Bandon, Denmark, Gold Beach, Brookings, Fort Dick, Trinidad, Eurekę… OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA    OLYMPUS DIGITAL CAMERA

[gdzieś po drodze zmienia nam się stan ducha]

OLYMPUS DIGITAL CAMERA       OLYMPUS DIGITAL CAMERA

… aż w końcu zjeżdżamy z autostrady 101…OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA i … odejmuje nam mowę. Przez 50 km jedziemy przez gęsty las.Samochody są malusieńkie!

Sekwoje są gigantyczne. Jest jak w prehistorii. I one są czasem nawet wysokie na ponad sto metrów i mają między 400 a 600 lat!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA Domek w drzewieOLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA a tutaj tunel i wielki, stary pień.

No i tak jedziemy przez tą Aleję Gigantów i robi się ciemno. Muzyka gra (np. Mono), zaczynamy szukać noclegu, bo dziś couchsurfing się nie uda. I lądujemy w przydrożnym motelu.

I teraz jak wygląda taki motel? No wiadomo, jest taki długi budynek obity sajdingiem i ma dużo drzwi i krzesełko przed drzwiami. Po lewej siedzi facet w podkoszulku i pali papierosa. Do pokoju się wchodzi prosto z parkingu (bo się parkuje zaraz przy drzwiach). A w środku jest wielkie łóżko przykryte narzutą w kwiaty. To dzisiaj na bogato:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA 1) Kolacja: świeżo przygotowane tortille z mikrofali i do picia woda oraz

OLYMPUS DIGITAL CAMERA 2) wieczór z przyjaciółmi (wirtualnymi). Dobranoc.

Nareszcie ocean! (czyli: droga do Coos Bay)

20. października

Po wybornym śniadaniu w Byways odbieramy z wypożyczalni samochód. Zapominamy o jednym drobiazgu – tu nie zmienia się biegów. R- Reverse, P- Park, D- Drive. Po chwili kierowca kuma bazę i ruszamy. Jest … wyzwanie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedziemy przez McMinnville, a potem w Newport… docieramy w końcu do Pacyfiku!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No i dalej drogą 101 w dół (czyli na południe). Do Florence jedzie z nami autostopowicz – Jeff. Ma trochę ponad 22 lata i najpewniej od wielu dni nie był pod prysznicem. To jest prawdziwy backpacker. Jeździ tak po Stanach od kilku lat, próbował się ustatkować ale jakoś nie wyszło.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po wywietrzeniu auta jedziemy dalej aż do Coos Bay.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tu spotykamy naszych couchsurfingowych gospodarzy – Hannę i Beebo, młode małżeństwo prowadzące własną piekarnię w Northbend. Po pysznej kolacji idziemy do Egyptian Theatre na… debatę polityczną. W Oregonie zbliżają się wybory do senatu i lokalna społeczność ma dziś okazję zadać najróżniejsze pytania kandydatom. Jest sporo emocji i wyciągania brudów, bardzo nam się podoba.OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po powrocie do domu długo jeszcze rozmawiamy, Hannah i Beebo są żywo zainteresowani Polską, zwyczajami, historią, sytuacją polityczną. Nie kładziemy się dziś zbyt późno, bo jutro czeka nas wczesna pobudka. O 6tej rano wybywamy do piekarni!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Portland – NW & SW

19. października

Po nocnych pogaduchach nie zrywamy się z łóżka zbyt wcześnie. Ale jak już wstajemy – to poranek mamy najwyższej jakości. Po pierwsze super organiczne, wegańskie, bezglutenowe płatki śniadaniowe z jagodami. Do tego organiczne mleko. Wszystko z Whole Foods – całkiem sporej sieci supermarketów, która sprzedaje wyłącznie zdrowe jedzenie (na każde etykietce jest albo “organic” albo “vegan” albo “gluten free” albo wszystko na raz, jak na naszych płatkach).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po drugie, wybieramy się na spacer do Parku Leśnego (Forest Park Portland), największego miejskiego lasu w Stanach (prawie 2100 hektarów). Z dostępnej sieci szlaków, która łącznie liczy prawie 130 km wybieramy jeden i wędrujemy do Pittock Mansion (żartując przy okazji, że to posiadłość Jamesa). Ze wzgórza widać panoramę miasta i mamy szczęście zobaczyć kolejną wielką górę – Mount Hood (3 429 m).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po wędrówce wpadamy do DragonFly Cafe na organiczną kawę i bardzo  wegańskie ciastka, a następnie odwiedzamy ogród Chiński, uznawany za najbardziej autentyczny taki ogród poza Chinami (ponad 500 ton skał przywieziono tu właśnie z Chin!)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A potem ciąg dalszy eksploracji zachodniej strony rzeki. Lista Time’a rozpracowana. Wprawdzie musieliśmy się rozdzielić, żeby tego dokonać, ale był i ogród różany (International Rose Test Garden) i trochę klubów i knajpo-kino i znowu plac z samochodami z jedzeniem (akcent polski). Duuuużo chodzenia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wieczorem k. zostaje w domu i ogląda “Portlandię” (tutaj klip otwierający serię), a panowie wychodzą na miasto.


Z ciekawostek:

  • Portland jest ekstremalnie przyjazne dla rowerzystów, ale po ulicach jeżdżą także ludzie rolkach i deskorolkach. Wszyscy mają pierwszeństwo przed samochodami.
  • Kierowcy zawsze zatrzymują się dla pieszych przechodzących przez jezdnię, także w miejscach niedozwolonych albo na czerwonym świetle.
  • Według Jamesa Portland to jedyne miasto w Stanach, gdzie kierowcy jeżdżą wolniej niż zalecane ograniczenie prędkości,
  • W mieście praktycznie nie ma fast foodów, ludzie odżywiają się zdrowo, każda restauracja ma też w menu dania wegańskie i bezglutenowe, do wielu knajp można przyjść z psem albo kotem, wiele miejsc ma doskonałą kawę (w końcu!)
  • Prawdopodobnie w Portland na jednego mieszkańca przypada najwięcej klubów ze striptizem w Stanach.
  • Jest tu bardzo dużo bezdomnych.
  • W mieście wyraźnie widać, że jest mało Amerykanów afrykańskiego pochodzenia. Portland jest uważane za jedno z najbardziej białych miejsc w Stanach.
  • Portland to miasto wikipedii, Gusa Van Santa i The Gossip.
  • Keep P(ort)land weird!

Portland _Bird_Art_4_color

Portland – NE & SE

18. października

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzisiejszy dzień chcemy spędzić po wschodniej stronie rzeki Williamette. Portland słynie z dużej ilości mostów. Wybieramy więc jeden – Burnside Bridge – i maszerujemy. Po drodze przechodzimy obok Voodoo Doughnuts – słynnej pączkarni. Kolejka jest tak długa, że ograniczamy się do zdjęć (a tym samym odhaczamy punkt 8 z listy Time’a).

voodoo doughnut

Przechodzimy też przez Portland Saturday Market z nieprawdopodobną ilością bardzo pomysłowego rękodzieła.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA portland market

A potem szlajamy się po północno- i południowo- wschodnim Portland. Dzielnica małych domków, większość gotowa na Halloween. Zaliczamy kilka garażowych wyprzedaży (delikatnie uszczuplając budżet), a ł. łapie się na pączka w Blue Star (wg James’a – o niebo lepsze od Voodoo).

Docieramy do Hawthorne – hipsterskiej części Portland, z masą ciekawych sklepów, klubów i restauracji. Przy Hawthorne Avenue zaliczamy też punkt 6 z listy Time’a – cartopia, czyli placyk z samochodami sprzedającymi jedzenie. Co prawda nic nie kupiliśmy, ale byliśmy tam czyli też się liczy. 

Razem z Jamesem i jego znajomymi wpadamy też na jabłkowy festiwal z degustacją jabłek (i cydru)…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

… a do tego podziwiamy koncert Mood Area 52 (pierwsze odkrycie muzyczne tego wyjazdu).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wracamy do domu przez Hawthorne Bridge, który zlicza ilu rowerzystów dziennie (i rocznie) przez niego przejeżdża.

 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A tak ze strony wschodniej wygląda zachodnia. Na jutro.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

PS. W myśl zasady Zostawcie Portland dziwnym…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA portland rondo OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

17. października

Późnym popołudniem docieramy do Portland. Pada deszcz, ale nic to. Oboje mamy podobne wrażenia – jest tu dobra energia. Idziemy w kierunku domu naszego couchsurfingowego gospodarza i knujemy plan, jak w dwa dni zaliczyć wszystkie 10 punktów z listy “10 rzeczy do zrobienia w Portland” przygotowanej przez magazyn Time (tutaj więcej)

Na naszej drodze pojawia się punkt 4 z tej listy – księgarnia z nowymi i używanymi książkami Powell’s Books. Budynek zajmuje cały blok, trzeba poruszać się w nim z mapą. Jest niezwykły i spokojnie można tam spędzić klika dni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA 

Przechodzimy też obok Mary’s Club (punkt 9 na liście Time’a).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W końcu ok 19tej poznajemy Jamesa, zostawiamy plecaki w jego mieszkaniu i wychodzimy na miasto. A miasto słynie z wielu mikrobrowarów, a prawie każdy bar serwuje lokalne piwa (czyli punkt 3 z listy też zaliczony). Spotykamy się też z Tristanem, Amerykaninem, który skontaktował się z  nami przez couchsurfing, żeby… pogadać sobie po polsku! Tristan mieszkał w Polsce 8 lat, mówi naprawdę imponująco dobrze. To prawdziwie udany wieczór.

3 Dni w Seattle

16. października

Nasz ostatni dzień w Seattle jest słoneczny i bardzo ciepły. I znowu – pełen dobrych wrażeń.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Zgodnie z poleceniem Marty Z., idziemy na śniadanie do Pamela’s Fine Foods. Okazuje się, że Pamela jest w swojej małej restauracji. Prowadzi ją z mężem od 41 lat. I dziś akurat obchodzi urodziny!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po owsiance mamy sporo sił na spacer i pierwszy przystanek to KEXP – Wtajemniczeni wiedzą, co to za stacja radiowa. k. jest zachwycona 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Potem odwiedzamy Fundację Billa i Melindy Gates, a jeszcze potem każde idzie w swoją stronę. ł. zgubić się w dżungli miasta…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA    OLYMPUS DIGITAL CAMERA     OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA     OLYMPUS DIGITAL CAMERA     wodospad

… a k. do SAM – Seattle Art Museum, gdzie poza stałą ekspozycją (która bardzo ciekawa, bo m.in. Jackson Pollock!) można obejrzeć aktualnie wystawę Pop Artu z Andy’m Warholem i Royem Lichtensteinem na czele.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   SAM

dalaj rzezba SAM 2

I jeszcze do Muzeum Gorączki Złota Klondike  – miło wrócić na Alaskę i do Jukonu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERASpotykamy się pod Columbia Center – najwyższym budynku w Seattle. Ba! To najwyższy budynek na całym zachodnim wybrzeżu! Ma 294,8m wysokości, a punkt widokowy znajduje się na 73. piętrze, czyli na wysokości 275m. A najlepsze jest to, że dzień jest piękny i widoczność doskonała!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  Jeden z dwóch mostów pontonowych w Seattle.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Widok na centrum. Space Needle wydaje się taka maleńka wśród drapaczy chmur.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Budynek Smith Tower, Stadion i nabrzeże.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA Mount Rainier (4,392 m) – udało się!

Wracamy do domu zahaczając o spożywczak. Serwujemy naszym gospodarzom polski obiad – schabowy w panierce, ziemniaki gotowane i sałatka. Wszyscy zadowoleni 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Robimy pranie, ł. poznaje zasady futbolu amerykańskiego i powoli nastawiamy się już na wyjazd. Jutro – kierunek Portland.


15. października

Jedziemy z Michaelem do jego ulubionego miejsca na śniadanie: Beth’s Cafe. Miejsce słynie z obłędnie wielkich omletów (co to jest tuzin jajek?) oraz z tego, że goście dostają kartki i kredki. Można sobie porysować. Decydujemy się na naleśnikową ucztę i wspólnie tworzymy rysunek do powieszenia na ścianie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

k. zostaje pokonana przez naleśniki. Zabiera połowę porcji do domu.

Wsiadamy w auto i jeździmy po mieście, zwiedzamy parki, podziwiamy Seattle.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Troll pod mostem na Troll Avenue

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Pomnik Lenina w dzielnicy Freemont

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Jimi Hendrix w dzielnicy Capital Hill

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA Gas Works Park

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERADom Kurta Cobaina (i ławeczka)

I inne malownicze miejsca, np. takie:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedziemy też do świetnego sklepu muzycznego z nowymi i używanymi płytami, gdzie trochę szalejemy. A wieczorem razem z Michaelem i Jasonem wybieramy się w krótką podróż promem do Bainbridge Island i z powrotem. Widok miasta jest nieprawdopodobny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA


14. października

Autobusem docieramy do centrum. Jesteśmy podekscytowani, tyle ciekawych miejsc do zobaczenia, że trudno zdecydować, gdzie zacząć. Zaczynamy więc od standardu. Bajgiel z jajkiem i serem. A następnie…

public marketPike Place Market

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERAPierwszy na świecie Starbucks otwarty tutaj w 1971 r

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Seattle- gumaBudynek oklejony gumami do żucia :/

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA Wycieczka z dowcipnym przewodnikiem = ciekawa lekcja historii o ogromnym pożarze miasta z 1889 roku oraz o podziemnym Seattle.

No i łażenie, łażenie, łażenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Widok na nabrzeże

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Space Needle (Kosmiczna Iglica), 184m punkt obserwacyjny, symbol miasta

seattle stadion Stadion Century Link

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  Smith Tower – zbudowany dokładnie 100 lat temu, przez długi czas był najwyższym budynkiem w mieście (141m)

seattle 3 International District

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Okolice China Town

Wieczór spędzamy w China Town właśnie, jedząc pyszną kolację w fantastycznym towarzystwie Jasona* i Marshalla, opowiadając sobie podróżnicze anegdotki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

* O Jasonie. W kwietniu 2014 w trakcie swojej podróży po Europie, Jason odwiedził Katowice. Dzięki couchsurfingowi, spędził wtedy z k. całe popołudnie. Mieliśmy zwiedzać miasto, ale lało tak straszliwie, że nie za wiele udało nam się zobaczyć. Ale było baaardzo fajnie, dużo rozmawialiśmy, byliśmy we włoskiej knajpce, poukrywaliśmy się przed ulewą w bramach i pod wiaduktami, biegaliśmy po mieście śpiewając “Deszczową piosenkę”, a na koniec, nocą już poszliśmy do lodziarni. To był niezwykły wieczór. I to spotkanie w Seattle też było niezwykłe. Nie tylko dlatego, że nie padało.


13. października

Z dworca przy Chinatown odbiera nas Michael. Zna się z k. od 15 lat, ale to pierwsze spotkanie twarzą w twarz*. Jest bardzo wesoło i swobodnie. Michael zabiera nas na przejażdżkę po nocnym Seattle, głównie 1st Avenue, jesteśmy pod dużym wrażeniem.

Szczęka w zasadzie opada dopiero na wzgórzu widokowym. To nasza pierwsze wspomnienie z tego miasta.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

* O Michaelu. W ubiegłym tysiącleciu, w grudniu 1999 Michael przyjechał do Polski w odwiedziny do swojej przyjaciółki w Opolu. W wolnym czasie poznał na czacie k., która z internetu korzystała tylko w szkole, na kółku informatycznym. Wkrótce znajomość przeniosła się na papierowe listy (tak, w tamtych czasach jeszcze nie mieliśmy w domu internetu). k. pisała więc listy do Ameryki, a stamtąd przychodziły listy oraz kasety i plakaty ze sklepu muzycznego w Tuscon, w którym pracował Michael. Ale w końcu jakoś drogi się rozeszły. Michael się przeprowadził, założył rodzinę, k. też parę razy zmieniła adres. Aż w końcu pojawił się facebook… Jak tylko Michael dowiedział się o tej podróży to powiedział, że nie wybaczy, jeśli się u niego nie zatrzymamy. To przyjechaliśmy 🙂

 

Vancouver 2

13. października (Święto Dziękczynienia w Kanadzie)

Prognoza jest krótka. Deszcz. Mamy czas do 14:15, bo wtedy odjeżdża nasz autobus do USA, więc pakujemy plecaki, zostawiamy je w przechowalni w hostelu i ruszamy w miasto. I po prostu włóczymy się po ulicach, szczególnie, że… nie pada. Jest pusto, ludzie najpewniej szykują się do indykowej uczty. Miasto robi o wiele lepsze wrażenie niż na początku. Ma tyle różnych twarzy.

Łazimy tak długo, że na ostatnią chwilę odbieramy plecaki, jemy ostatniego kanadyjskiego hamburgera i łapiemy Sky Train. Na dworzec docieramy biegiem i w pośpiechu pakujemy się do Bolt Busa. Zanim rusza, zaczyna lać. Jedziemy do Seattle.

Wrażenia z Kanady – TUTAJ.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA VAN 9 OLYMPUS DIGITAL CAMERA VAN 11  VAN 14                       VAn 12 OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Victoria mistrzów logistyki

12. października

Po śniadaniu w Same Sun Backpacker’s zmieniamy lokum i przenosimy zabawki do Cambio Hostel (taniej i śmieszniej: mieli najwyższe łóżka piętrowe na świecie i na każdą rzecz trzeba było zostawić depozyt). Niedzielna pogoda taka sobie, ale jako że nie mamy na to wpływu, tak czy siak decydujemy, że ciśniemy na wyspę. No bo Vancouver Island to podobno świetna sprawa. Przy okazji, świetnie też wypadamy logistycznie.

Najpierw SkyTrain. Z przesiadką (jakieś 25 minut). Spoko, bo takim bezkierowcowym pociągiem, więc wygląda trochę jak w wesołym miasteczku:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Potem 25-minutowe czekanie na autobus 620 i następnie jazda aż do portu: 30 minut. Duży ścisk, bo wszyscy chyba dziś jadą na taką wycieczkę. Następnie 1,5 godziny czekania na prom. Plus taki, że znajdujemy (w końcu) przepyszne macchiato (upolowanie dobrej kawy w Kanadzie to na serio wyczyn). Potem spokojne 1,5 godziny na promie, na którym: salon gier, sklepy, restauracje, część dla dzieci, część dla kibiców, część dla palących, część z najprawdziwszymi budkami telefonicznymi i jeszcze inne atrakcje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA  OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I nareszcie… z radością wysiadamy na wyspie, gdzie… trzeba złapać kolejny autobus (ekspresowy 70x), który w jedyne  40 minut dowozi nas do Victorii, czyli stolicy stanu British Columbia. Prawie przestało padać. To chodzimy: hotele, port, parlament, Chinatown…           OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

… ślady dinozaurów i polski sklep (a o jego właścicielu – Krzysztofie – w “Spotkanych).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA   OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Powrót, logistycznie, jest prawie tak samo wyrafinowany. Do promu dojeżdżamy autobusem (ale tym razem nie ekspresem, więc jedziemy dłużej – 70 minut). I tak pada, więc po prostu zwiedzamy nie-moknąc. I na przykład mijamy pole dyniowe (zbliża się Halloween, widać to na każdym kroku).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Potem 20 minut czekania na prom, 1,5h bujającej przeprawy w ciemnościach, autobus 620 (30 minut), SkyTrain (25 minut) i w hostelu po 22-giej 🙂 Kto zgadnie ile czasu dla Victorii? 🙂

Podsumowanie wycieczki jest jednomyślne: nie było warto. Ale warto było to sprawdzić. Osobiście 🙂