Czyli, że to już

27.09, godzina 4:55

Drodzy Fani,

informujemy, że Łukasz wyrusza z Kayah w półroczną trasę po Amerykach. Sprawozdania z trasy będziemy publikować na bieżąco.

z pozdrowieniami z Okęcia:

20140927_050556

20140927_050608

PS. I kto ma mały bagaż?! 🙂

PS2. Odliczanie włączamy do powrotu.

27.09, godzina 6:15

Siedzimy sobie przed Gate 43, skąd odlatywał nasz LOT. No i update’ujemy bloga (czyli piszemy to, co poniżej).

Łukasz: “Ej, a wywoływali Cię kiedyś po nazwisku do wsiadania do samolotu?”

k: “Nie, a Ciebie?”

Ł: “Też nie.”

Głos w tle: Pasażerowie Hajduk i Karusta proszeni są o niezwłoczne stawienie się przy wejściu 43.

27.09, godzina 8:30

Wysiadamy z samolotu i mamy 5 godzin do kolejnego. Rozważamy porzucenie lotniska i wycieczkę do centrum (żadne z nas nie zwiedzało wcześniej Frankfurtu, a z lotu ptaka wyglądał zachęcająco). W informacji turystycznej pytamy jak to zrobić (pociągiem, jedzie 12 minut), no i pani z dezaprobatą przyjmuje ten pomysł. Mówi, że odradza, bo się nie wyrobimy w czasie. Wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia i idziemy kupić bilet na pociąg.

27.09, godzina 12:00

Po śniadaniu (bułka z rybą i kawa od pań z kółka gospodyń wiejskich) na jarmarku rolniczym w centrum Frankfurtu (stoiska z jedzeniem oraz zagrody z żywymi zwierzętami i stanowiskami do nauki dojenia krów pomiędzy biurowcami) przybywamy na lotnisko z całkiem sporym zapasem czasu. Oddajemy innym turystom nasze całodzienne bilety na pociąg, nam już się nie przydadzą.

Okazuje się, że mogliśmy bujać się po mieście dłużej. Samolot do Anchorage ma minimum godzinę opóźnienia.

Rozkładamy się na lotniskowych łóżkach z laptopami i polskimi jabłkami i nagle podbiega kobieta, wciska nam dwie nieotwarte butelki wody mineralnej i daje nam, bo z nimi nie przejdzie przez te bramki z kontroli bezpieczeństwa. Śmiejemy się, bo ten nasz dobry uczynek serio szybko nam się zwrócił 🙂

27.09, godzina 15:00

Po blisko 10-godzinnym locie spędzonym wśród ryku silników i dzieci, wysiadamy w Anchorage. Lotnisko wygląda przytulnie jak dworzec w Koluszkach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jest piękna pogoda, niebieskie niebo, słońce, ciepło, ludzie w klapkach. A to widzieliśmy z góry:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

27.09, godzina 19ta z hakiem

Wysiadamy w Barrow. Na lotnisku czeka Andy, nasz pierwszy host. Zabiera nas na przejażdżkę swoim dodge’m po ulicach 4-tysięcznego miasta, gdzie nie ma ani kawałka asfaltu, jest za to 8 kościołów i chyba ze 4 korporacje taksówkarskie. Z samochodu oglądamy, szpital, szkołę, bazę wojskową oraz resztki wieloryba. Eskimosi Inupiat stanowią ok 80% mieszkańców miasteczka, mogą polować na wieloryby i jeśli jakiegoś upolują, mięso kroi się i rozdaje wśród ludzi. Koszmarny widok.

Komórki nie mają zasięgu, z siecią też jest ciężko. Jesteśmy na końcu świata. Albo może na początku?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

8 comments

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s