Month: September 2014

Barrow – Czubek Świata

28.-29. września

Niedziela. Zaraz po wypiciu porannej kawy, pod czujnym okiem Andy’ego, kaja zagniata ciasto na chleb (pierwszy raz w życiu). Mąka, woda, drożdże i sól.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zostawiamy do wyrośnięcia i wychodzimy na miasto. Andy zostaje, ma trochę pracy. Pogoda jest o wiele gorsza niż wczoraj, jest chłodno, wieje i pada. Jest niedziela, więc miasto jeszcze bardziej opustoszałe niż zwykle. Na moment spotykamy kilka osób ze społeczności couchsurferskiej, ale ostatecznie każdy rozchodzi się w swoim kierunku. Włóczymy się i wzbudzamy zainteresowanie, ludzie uśmiechają się albo machają z przejeżdżających samochodów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W supermarkecie, gdzie chcemy się ogrzać, odkrywamy, że nie można tu kupić alkoholu. Jak się potem okazuje, Barrow to – decyzją społeczności – damp village (wilgotna wioska, gdzie alkohol można mieć na własny użytek, ale nie można go kupić, w przeciwieństwie do dry villages – suchych wiosek – gdzie nie wolno ani kupić ani posiadać alkoholu).
Odwiedzamy lokalne radio KBRW (chyba najwyżej na świecie położona radiostacja), ale niestety nikogo tam nie ma. Po drodze mijamy warsztat samochodowy, gdzie Łukasz kolekcjonujący tablice rejestracyjne, pyta młodego mechanika, czy nie ma jakiejś zbędnej. Okazuje się, że owszem, na podwórku stoi wrak z niepotrzebną tablicą. Odkręcając ją pyta oczywiście skąd jesteśmy i sam mówi, że jest z… Macedonii.

barrow lukasz barrow stacja

Mijamy stację benzynową (zdjęcie po prawej) i wybuchamy śmiechem. I teraz dlaczego: k. zapomniała w Polsce swojej szczotki do włosów i jeszcze w samolocie pomyślała, że na pewno kupi sobie nową w sklepie na stacji benzynowej w Barrow. Całe szczęście, że jednak zakupu szczotki dokonała na lotnisku 🙂

Zahaczamy jeszcze o sklep z pamiątkami i wracamy do domu, gdzie Andy kończy swoją prezentację do pracy. Wkładamy do pieca wyrośnięte ciasto na chleb i gotujemy mu obiad (ze składników znalezionych w jego kuchni), a potem chwilę rozmawiamy i ostatecznie pokonuje nas senność. Po drzemce ruszamy do pracy Andy’ego – ośrodka przy uniwersytecie, który prowadzi badania nad fokami.
Po powrocie do domu Andy gotuje dla nas kolację: łososia, ziemniaki z czosnkiem i brokuły. Do tego po kromce świeżo upieczonego chleba!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA chleby

Andy częstuje nas polską wódką, którą od nas dostał, wyciąga gitarę, kaja wyciąga ukulele i część wieczoru spędzamy na wspólnym graniu i śpiewaniu. A potem Andy gra nam jeszcze na harmonice (jednej ze swojej pokaźnej kolekcji). Przed północą kończymy ciekawe dyskusje. Czas na sen.

Poniedziałek. Po śniadaniu Andy częstuje nas mięsem wieloryba! Zawozi nas potem na lotnisko, żebyśmy mogli nadać duże plecaki i pójść na krótki spacer po mieście. Tutaj też żegnamy się z nim, ostatni uścisk dłoni i serdeczne życzenia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Udaje nam się dostać do lokalnego radia, gdzie Łukasz nagrywa menadżera Steve’a i jednego z pracowników, urodzonego w Barrow Isaaca. Dostajemy w prezencie radiowe t-shirty (musieli specjalnie dla nas wyszperać najmniejszy dostępny rozmiar, czyli… L).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ruszamy jeszcze do Centrum Dziedzictwa Indian Inupiat. Zwiedzamy wystawę i zahaczamy o pracownię lokalnych artystów, gdzie spotykamy znajomego już Perry’ego. Czas leci nieubłaganie, ruszamy w kierunku lotniska, skąd za moment polecimy do Fairbanks.

Więcej o Andym, Perrym, Johnie i Isaacu w sekcji “Spotkani”.

Czyli, że to już

27.09, godzina 4:55

Drodzy Fani,

informujemy, że Łukasz wyrusza z Kayah w półroczną trasę po Amerykach. Sprawozdania z trasy będziemy publikować na bieżąco.

z pozdrowieniami z Okęcia:

20140927_050556

20140927_050608

PS. I kto ma mały bagaż?! 🙂

PS2. Odliczanie włączamy do powrotu.

27.09, godzina 6:15

Siedzimy sobie przed Gate 43, skąd odlatywał nasz LOT. No i update’ujemy bloga (czyli piszemy to, co poniżej).

Łukasz: “Ej, a wywoływali Cię kiedyś po nazwisku do wsiadania do samolotu?”

k: “Nie, a Ciebie?”

Ł: “Też nie.”

Głos w tle: Pasażerowie Hajduk i Karusta proszeni są o niezwłoczne stawienie się przy wejściu 43.

27.09, godzina 8:30

Wysiadamy z samolotu i mamy 5 godzin do kolejnego. Rozważamy porzucenie lotniska i wycieczkę do centrum (żadne z nas nie zwiedzało wcześniej Frankfurtu, a z lotu ptaka wyglądał zachęcająco). W informacji turystycznej pytamy jak to zrobić (pociągiem, jedzie 12 minut), no i pani z dezaprobatą przyjmuje ten pomysł. Mówi, że odradza, bo się nie wyrobimy w czasie. Wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia i idziemy kupić bilet na pociąg.

27.09, godzina 12:00

Po śniadaniu (bułka z rybą i kawa od pań z kółka gospodyń wiejskich) na jarmarku rolniczym w centrum Frankfurtu (stoiska z jedzeniem oraz zagrody z żywymi zwierzętami i stanowiskami do nauki dojenia krów pomiędzy biurowcami) przybywamy na lotnisko z całkiem sporym zapasem czasu. Oddajemy innym turystom nasze całodzienne bilety na pociąg, nam już się nie przydadzą.

Okazuje się, że mogliśmy bujać się po mieście dłużej. Samolot do Anchorage ma minimum godzinę opóźnienia.

Rozkładamy się na lotniskowych łóżkach z laptopami i polskimi jabłkami i nagle podbiega kobieta, wciska nam dwie nieotwarte butelki wody mineralnej i daje nam, bo z nimi nie przejdzie przez te bramki z kontroli bezpieczeństwa. Śmiejemy się, bo ten nasz dobry uczynek serio szybko nam się zwrócił 🙂

27.09, godzina 15:00

Po blisko 10-godzinnym locie spędzonym wśród ryku silników i dzieci, wysiadamy w Anchorage. Lotnisko wygląda przytulnie jak dworzec w Koluszkach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jest piękna pogoda, niebieskie niebo, słońce, ciepło, ludzie w klapkach. A to widzieliśmy z góry:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

27.09, godzina 19ta z hakiem

Wysiadamy w Barrow. Na lotnisku czeka Andy, nasz pierwszy host. Zabiera nas na przejażdżkę swoim dodge’m po ulicach 4-tysięcznego miasta, gdzie nie ma ani kawałka asfaltu, jest za to 8 kościołów i chyba ze 4 korporacje taksówkarskie. Z samochodu oglądamy, szpital, szkołę, bazę wojskową oraz resztki wieloryba. Eskimosi Inupiat stanowią ok 80% mieszkańców miasteczka, mogą polować na wieloryby i jeśli jakiegoś upolują, mięso kroi się i rozdaje wśród ludzi. Koszmarny widok.

Komórki nie mają zasięgu, z siecią też jest ciężko. Jesteśmy na końcu świata. Albo może na początku?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA